Według
słów papieża Franciszka wygłoszonych na tegorocznej pasterce narodziny
Jezusa powinny być zachętą, by wprowadzić nowy model życia. Należy
dzielić się i dawać, a nie żyć w chciwości i zachłanności.
Tej nocy i my udajemy się do Betlejem, aby tam odkryć tajemnicę Bożego Narodzenia - powiedział Franciszek. Przypomniał, że nazwa Betlejem oznacza "dom chleba". W
tym domu Pan wyznacza dzisiaj spotkanie z rodzajem ludzkim. Wie, że
potrzebujemy pokarmu, aby żyć. Ale wie również, że pokarmy świata nie
zaspokajają serca -
mówił papież. Zwrócił uwagę na to, że w Piśmie Świętym grzech
pierworodny ludzkości jest powiązany ze spożywaniem pokarmu. Obecnie -
stwierdził Franciszek - "człowiek stał się chciwy i żarłoczny".
Wydaje
się, że dla wielu ludzi posiadanie, napełnienie się rzeczami stanowi
sens życia. Nienasycona chciwość przenika ludzką historię, aż po
paradoksy dnia dzisiejszego, gdy nieliczni suto ucztują, a nazbyt wielu
nie ma chleba, by żyć - tłumaczył Franciszek.
Jak
dodał "Jezus wprowadza nowy model życia: nie pozyskiwać i pożerać, ale
dzielić się i dawać". Dzięki temu, jak zaznaczył Franciszek, można
odrodzić się w miłości i przerwać cykl chciwości i zachłanności. W
obliczu żłóbka rozumiemy, że tym, co posila życie nie są dobra, lecz
miłość; nie zachłanność, ale miłosierdzie; nie obfitość, z którą trzeba
się obnosić, ale prostota, której należy strzec - powiedział.
Jak
mówił papież, Jezus przemienia serce sprawiając, że "centrum życia nie
jest już moje własne wygłodniałe i egoistyczne ja, ale Ten, który rodzi
się i żyje dla miłości". Franciszek zachęcił do refleksji nad tym, czy
naprawdę potrzebujemy tak wielu rzeczy i "skomplikowanych recept na
życie". Czy potrafimy obejść się bez wielu zbędnych dodatków, aby wybrać prostsze życie? - pytał .
W
homilii w czasie pasterki Franciszek przedstawił dwie możliwości: życie
może być oczekiwaniem, w którym zawierza się je Bogu lub
"zarozumiałością", gdy liczą się tylko własne siły i środki. Ale w tym drugim przypadku serce pozostaje zamknięte na światło Boga- dodał. Droga do Betlejem prowadzi pod górę, gdyż trzeba "pokonać szczyt egoizmu". Nie możemy się zsunąć w jary światowości i konsumpcjonizmu -przestrzegł.
Ciekawe
ile osób weźmie sobie słowa Franciszka do serca. Wydaje mi się, że
trafiają w ideę, czy jak mówi papież - nowy model życia, odnoszącą się do
prostoty i minimalizmu. Życzę wszystkim Czytelnikom i sobie również,
byśmy z nowymi siłami w nowym roku podjęli się tego stylu życia,
obywając się bez zbędnych dodatków i wybierając prostsze życie.
źródło
Pozwól mi przestać kochać rzeczy
Tym razem z Mertona ("Znak Jonasza"):
Łatwo możemy zapomnieć, że On stworzył wszystko i ma wszelką władzę nad wszystkim, jednak wydaje się, że prosimy Go tak, jakby był jakimś pośrednikiem, który tylko zdejmuje towary z półek. Zamiast mówić: "teraz poproszę podać ten banknot jednodolarowy z najwyższej półki" - "bądź wola Twoja".
Im bardziej kochamy rzeczy ziemskie, reputację, powagę, przyjemności, wygodę i powodzenie, tym mniej miłujemy Boga. Nasza tożsamość jest rozproszona między rzeczy pozbawione wartości: toniemy i umieramy, starając się żyć wśród planów, które chcielibyśmy zrealizować, by spełniła się nasza wola. Potem, kiedy przychodzi nam umrzeć, przekonujemy się, że zmarnowaliśmy całą miłość na nic i że jesteśmy niczym, jesteśmy martwi. Pozwól mi więc przestać kochać rzeczy rozproszone i próżne - pragnienie, by czytano moje książki i zachwycano się nimi, albo bym cieszył się powodzeniem jako nauczyciel, chwalony przez studentów, albo żebym żył wygodnie w jakimś pięknym miejscu - i oddać moją miłość Tobie, gdzie zakorzeni się i będzie żyła, a nie wyjałowi się i zmarnuje.
Nie mogę posiadać stworzonych rzeczy, nie mogę ich dotykać, nie mogę w nie wnikać. Nie są moim celem, nie mogę znaleźć w nich spoczynku. My, którzy jesteśmy chrześcijanami, wiemy o tym dość dobrze w abstrakcji. Czy też raczej mówimy, że w to wierzymy. W rzeczywistości trzeba to ciągle odkrywać od nowa.
Łatwo możemy zapomnieć, że On stworzył wszystko i ma wszelką władzę nad wszystkim, jednak wydaje się, że prosimy Go tak, jakby był jakimś pośrednikiem, który tylko zdejmuje towary z półek. Zamiast mówić: "teraz poproszę podać ten banknot jednodolarowy z najwyższej półki" - "bądź wola Twoja".
Im bardziej kochamy rzeczy ziemskie, reputację, powagę, przyjemności, wygodę i powodzenie, tym mniej miłujemy Boga. Nasza tożsamość jest rozproszona między rzeczy pozbawione wartości: toniemy i umieramy, starając się żyć wśród planów, które chcielibyśmy zrealizować, by spełniła się nasza wola. Potem, kiedy przychodzi nam umrzeć, przekonujemy się, że zmarnowaliśmy całą miłość na nic i że jesteśmy niczym, jesteśmy martwi. Pozwól mi więc przestać kochać rzeczy rozproszone i próżne - pragnienie, by czytano moje książki i zachwycano się nimi, albo bym cieszył się powodzeniem jako nauczyciel, chwalony przez studentów, albo żebym żył wygodnie w jakimś pięknym miejscu - i oddać moją miłość Tobie, gdzie zakorzeni się i będzie żyła, a nie wyjałowi się i zmarnuje.
Nie mogę posiadać stworzonych rzeczy, nie mogę ich dotykać, nie mogę w nie wnikać. Nie są moim celem, nie mogę znaleźć w nich spoczynku. My, którzy jesteśmy chrześcijanami, wiemy o tym dość dobrze w abstrakcji. Czy też raczej mówimy, że w to wierzymy. W rzeczywistości trzeba to ciągle odkrywać od nowa.
Nie wybieraj w rzeczach tego co lepsze
Lekcja od św. Jana od Krzyża:
Nie wybieraj w rzeczach tego co lepsze, lecz to co gorsze, znosząc dla Jezusa Chrystusa ogołocenie, braki i ubóstwo w stopniu możliwym na tym świecie.
Mamy tendencję, żeby z dwóch rzeczy wybrać dla siebie tą lepszą. Z dwóch jabłek wybrać to mniej błyszczące, może z jaką skazą na skórce? Potrafisz?
Znosić ogołocenie, braki i ubóstwo.
Nie wybieraj w rzeczach tego co lepsze, lecz to co gorsze, znosząc dla Jezusa Chrystusa ogołocenie, braki i ubóstwo w stopniu możliwym na tym świecie.
Mamy tendencję, żeby z dwóch rzeczy wybrać dla siebie tą lepszą. Z dwóch jabłek wybrać to mniej błyszczące, może z jaką skazą na skórce? Potrafisz?
Znosić ogołocenie, braki i ubóstwo.
To mogą być różne rzeczy: brak snu, niesprawiedliwy osąd, własna niedoskonałość i kruchość, tłok w tramwaju...
Taki sobie, inny nieco, minimalizm świętych.
Taki sobie, inny nieco, minimalizm świętych.
O szczęściu prostego życia
To tytuł książki Paulusa Terwitte OFMCap, inspirowanej regułą św. Franciszka, w której czytamy:
...dla towarzyszy Franciszka naturalnym pragnieniem było posiadanie jak najmniejszej liczby rzeczy, tak aby nie przysłaniały im one widoku na świat. Ich celem stało się zachowanie wrażliwości na bogactwo Bożych darów, objawiające się im w całym stworzeniu. Dążenie do nieposiadania niczego nie było zatem ascetycznym wysiłkiem, lecz konsekwencją poruszającego odkrycia, że Bóg wypełnia cały świat. Wszystko znajduje się w Jego posiadaniu, stanowi tron Jego chwały, z którego nieustannie przemawia do nas Boskie "Ty". Czy ktoś, kto to pojął, może rościć sobie prawo do Jego własności, aby zaspokajać nią swoje "ja"?
Określenie takiego stanu mianem ubóstwa jest niemal mylące; należałoby go raczej nazywać "strzeżeniem otrzymanych bogactw". Z tej perspektywy jako ubodzy jawią się bowiem ludzie chcący zapewnić sobie znaczenie nietrwałymi rzeczami materialnymi lub wymyślnymi teoriami, które już następnego dnia mogą okazać się błędne.
Warto uzgodnić, z czego zamierzamy zrezygnować, aby strzec tego, co jest dla nas święte.
...dla towarzyszy Franciszka naturalnym pragnieniem było posiadanie jak najmniejszej liczby rzeczy, tak aby nie przysłaniały im one widoku na świat. Ich celem stało się zachowanie wrażliwości na bogactwo Bożych darów, objawiające się im w całym stworzeniu. Dążenie do nieposiadania niczego nie było zatem ascetycznym wysiłkiem, lecz konsekwencją poruszającego odkrycia, że Bóg wypełnia cały świat. Wszystko znajduje się w Jego posiadaniu, stanowi tron Jego chwały, z którego nieustannie przemawia do nas Boskie "Ty". Czy ktoś, kto to pojął, może rościć sobie prawo do Jego własności, aby zaspokajać nią swoje "ja"?
Określenie takiego stanu mianem ubóstwa jest niemal mylące; należałoby go raczej nazywać "strzeżeniem otrzymanych bogactw". Z tej perspektywy jako ubodzy jawią się bowiem ludzie chcący zapewnić sobie znaczenie nietrwałymi rzeczami materialnymi lub wymyślnymi teoriami, które już następnego dnia mogą okazać się błędne.
Warto uzgodnić, z czego zamierzamy zrezygnować, aby strzec tego, co jest dla nas święte.
Adwent. Sztuka oczekiwania
Czy my jeszcze w ogóle potrafimy czekać?
Adwent to czas oczekiwania. Na przyjście Pana, na wcielenie się różnych obietnic w naszym życiu.
Oczekiwanie, które ma być "czuwaniem i modlitwą", a zatem jakąś aktywną postawą, ale daleką od zniecierpliwienia i chęci przyspieszenia za wszelką cenę tego, czego mamy oczekiwać.
Jak my umiemy czekać na nowy model smartfona lub premierę filmu w kinach.
Z drugiej strony żyjemy w czasach natychmiastowej gratyfikacji. Co chcemy, czego pragniemy, chcemy to już, natychmiast. Skraca się nasza umiejętność oczekiwania na coś lub na kogoś.
Oczekiwanie to nie upływający czas, ale odpowiednie przygotowanie.
W liście pasterskim bp. Romuald Kamiński na ten Adwent napisał:
Podejmijmy trud przeżycia tegorocznego Adwentu w klimacie oczekiwania w pokoju serca, a także wewnętrznej i zewnętrznej ciszy. Nie wprowadzajmy przedwcześnie do naszych domów klimatu Bożego Narodzenia – dość, że czynią to wszechobecne reklamy, motywowane zwiększeniem obrotów centra handlowe, od dawna już towarzyszące nam na ulicach i wystawach świąteczne dekoracje i ozdoby. Nie pozwólmy, by tajemnica tych Świąt – wcielenie Boga, narodzenie się w Betlejem Bożej Dzieciny – utonęło w pozorach przygotowań, spowszedniało w zewnętrznym złudzeniu.
Zapraszam do rodzinnej gry adwentowej. Szczegóły i wszystkie niezbędne elementy znajdziecie pod linkiem tutaj
Adwent to czas oczekiwania. Na przyjście Pana, na wcielenie się różnych obietnic w naszym życiu.
Oczekiwanie, które ma być "czuwaniem i modlitwą", a zatem jakąś aktywną postawą, ale daleką od zniecierpliwienia i chęci przyspieszenia za wszelką cenę tego, czego mamy oczekiwać.
Jak my umiemy czekać na nowy model smartfona lub premierę filmu w kinach.
Z drugiej strony żyjemy w czasach natychmiastowej gratyfikacji. Co chcemy, czego pragniemy, chcemy to już, natychmiast. Skraca się nasza umiejętność oczekiwania na coś lub na kogoś.
Oczekiwanie to nie upływający czas, ale odpowiednie przygotowanie.
W liście pasterskim bp. Romuald Kamiński na ten Adwent napisał:
Podejmijmy trud przeżycia tegorocznego Adwentu w klimacie oczekiwania w pokoju serca, a także wewnętrznej i zewnętrznej ciszy. Nie wprowadzajmy przedwcześnie do naszych domów klimatu Bożego Narodzenia – dość, że czynią to wszechobecne reklamy, motywowane zwiększeniem obrotów centra handlowe, od dawna już towarzyszące nam na ulicach i wystawach świąteczne dekoracje i ozdoby. Nie pozwólmy, by tajemnica tych Świąt – wcielenie Boga, narodzenie się w Betlejem Bożej Dzieciny – utonęło w pozorach przygotowań, spowszedniało w zewnętrznym złudzeniu.
Zapraszam do rodzinnej gry adwentowej. Szczegóły i wszystkie niezbędne elementy znajdziecie pod linkiem tutaj
W upraszczającym świetle
Thomas Merton
Nic nie mają, a posiadają wszystko
Jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko. (2 Kor 6,10)
Jedno proste zdanie zawierające cudowne paradoksy. Motto chrześcijańskiego życia. Żyć w ubóstwie, które innych wzbogaca. Nie mieć nic, a przez to nic wejść w posiadanie wszystkiego...
"Bóg mój i wszystko moje" - to zawołanie św. Franciszka jest dla nas nieustannym wezwaniem do radykalnego życia Ewangelią w ubóstwie i radości.
Z Tomasza a Kempis (?):
Oto Bóg mój: moje Wszystko. Czy mógłbym chcieć czegoś więcej? Czy mógłbym pragnąć większego szczęścia?
Słowo jest słodkie i pyszne. Ale tylko dla tego, kto je pokochał ponad wszystko, cokolwiek mógłby znaleźć na świecie.
Bóg mój - wszystko moje.
Mądremu wystarczy, że powie mu się coś raz. Kochający zaś uwielbia powtarzania.
Jedno proste zdanie zawierające cudowne paradoksy. Motto chrześcijańskiego życia. Żyć w ubóstwie, które innych wzbogaca. Nie mieć nic, a przez to nic wejść w posiadanie wszystkiego...
"Bóg mój i wszystko moje" - to zawołanie św. Franciszka jest dla nas nieustannym wezwaniem do radykalnego życia Ewangelią w ubóstwie i radości.
Z Tomasza a Kempis (?):
Oto Bóg mój: moje Wszystko. Czy mógłbym chcieć czegoś więcej? Czy mógłbym pragnąć większego szczęścia?
Słowo jest słodkie i pyszne. Ale tylko dla tego, kto je pokochał ponad wszystko, cokolwiek mógłby znaleźć na świecie.
Bóg mój - wszystko moje.
Mądremu wystarczy, że powie mu się coś raz. Kochający zaś uwielbia powtarzania.
Człowiek oderwany od rzeczy
W rozdziale 20 Drogi na Górę Karmel św. Jan od Krzyża pisze, byśmy pilnie uważali, by serca i swojej radości nie opierać na rzeczach, gdyż z małego przywiązania do jakiejś rzeczy można stopniowo dojść do wielkiego nieuporządkowania w tej dziedzinie. W małym przylgnięciu kryje się już wielka szkoda, bo uczyniona jest szczelina do wejścia w głąb serca. Dlatego "do bogactw, choćby rosły, serc nie przywiązujcie" (Ps 62,11).
Odrzucając próżną radość z rzeczy nabywamy wspaniałomyślności, która chroni nas przed chciwością. Prócz tego, jak zauważa św. Jan, zyskujemy szereg innych korzyści: swobodę umysłu, jasność sądu, spoczynek i uciszenie, pogodne zaufanie Bogu. Paradoksalnie człowiek więcej także zyskuje radości i wytchnienia w stworzeniach, jeśli się od nich odrywa, gdyż ten, który do nich przylgnie jako do własności, nie może prawdziwie się nimi cieszyć. Przylgnięcie powoduje bowiem pewną troskę, która krępuje ducha jakby więzami i przywiązuje go do ziemi, nie pozostawiając swobody sercu. Natomiast człowiek oderwany od rzeczy ma jasne poznanie i zrozumienie ich wartości. Radość jego jest zupełnie inna niż tego, kto do nich jest przywiązany ze względu na ich wielkość i korzyści, jakie przynoszą.
Człowiek oderwany raduje się we wszystkim radością pełną, wolną od wszelkich przywiązań, tak jak gdyby wszystko posiadał. Skoro zaś patrzy na rzeczy z pragnieniem posiadania części z nich, pozbawia się ogólnego upodobania we wszystkich. Oderwawszy się od wszystkich, nie ma żadnej z nich w sercu, żyjąc, według słów św. Pawła, "jak ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko" (2 Kor 6, 10). Jeśli zaś przywiąże się do niektórych, wola jego zostaje skrępowana i nic nie posiada, bo raczej te rzeczy opanowują człowieka i krępują jego serce, on zaś cierpi jak niewolnik. Im zaś więcej pragnie radości w stworzeniach, tym więcej z konieczności doznaje ucisków i niepokojów w skrępowanym i opanowanym przez nie sercu. Zmartwienie, idące za taką radością, znacznie przewyższa doznaną przyjemność.
Odrzucając próżną radość z rzeczy nabywamy wspaniałomyślności, która chroni nas przed chciwością. Prócz tego, jak zauważa św. Jan, zyskujemy szereg innych korzyści: swobodę umysłu, jasność sądu, spoczynek i uciszenie, pogodne zaufanie Bogu. Paradoksalnie człowiek więcej także zyskuje radości i wytchnienia w stworzeniach, jeśli się od nich odrywa, gdyż ten, który do nich przylgnie jako do własności, nie może prawdziwie się nimi cieszyć. Przylgnięcie powoduje bowiem pewną troskę, która krępuje ducha jakby więzami i przywiązuje go do ziemi, nie pozostawiając swobody sercu. Natomiast człowiek oderwany od rzeczy ma jasne poznanie i zrozumienie ich wartości. Radość jego jest zupełnie inna niż tego, kto do nich jest przywiązany ze względu na ich wielkość i korzyści, jakie przynoszą.
Człowiek oderwany raduje się we wszystkim radością pełną, wolną od wszelkich przywiązań, tak jak gdyby wszystko posiadał. Skoro zaś patrzy na rzeczy z pragnieniem posiadania części z nich, pozbawia się ogólnego upodobania we wszystkich. Oderwawszy się od wszystkich, nie ma żadnej z nich w sercu, żyjąc, według słów św. Pawła, "jak ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko" (2 Kor 6, 10). Jeśli zaś przywiąże się do niektórych, wola jego zostaje skrępowana i nic nie posiada, bo raczej te rzeczy opanowują człowieka i krępują jego serce, on zaś cierpi jak niewolnik. Im zaś więcej pragnie radości w stworzeniach, tym więcej z konieczności doznaje ucisków i niepokojów w skrępowanym i opanowanym przez nie sercu. Zmartwienie, idące za taką radością, znacznie przewyższa doznaną przyjemność.
Nie warto burzyć spichlerzy
"Jeszcze tego nie wiesz? Słowa, które zmieniają życie" to nowa książka ks. Piotra Śliżewskiego, mająca w zamyśle Autora stanowić swego rodzaju kierownictwo duchowe. Pośród szerokiego spektrum 54 biblijnych rozważań znalazłem co najmniej kilka, które bliskie są sprawom poruszanym na blogu. Dzięki uprzejmości ks. Piotra zapraszam do lektury rozdziału "Pieniądze nie są czystym złem", opartego na fragmencie z Ewangelii św. Łukasza (Łk 12,13-21). Jego przesłanie zawiera się w jakże prawdziwym stwierdzeniu, że powiększanie pragnień może uzależnić i nie mieć końca. Dlatego zamiast burzyć spichlerze, które pomieściłyby coraz większą ilość naszych dóbr materialnych, lepiej przeznaczyć dany nam na ziemi czas na to, by cieszyć się tym, co już mamy. Gorąco zachęcam do lektury:
Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem». Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż Mnie ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?» Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia». I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: "Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów". I rzekł: "Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj". Lecz Bóg rzekł do niego: "Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?" Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem».
Pierwszym zagrożeniem, jakie niosą rzeczy materialne, jest czynienie z nich rzeczy najważniejszej. Tak je rozumiał człowiek, który wyrwał się z tłumu i prosił Jezusa, by przekonał jego brata do tego, by podzielił się z nim spadkiem. Zobaczmy, jakie to niedorzeczne… Chrystusa otacza mnóstwo ludzi. Wielu z nich modli się i prosi Jezusa o uzdrowienie. Część mówi o najbardziej intymnych tematach w swoim życiu. Można powiedzieć, że wokół Jezusa unosi się aura naprawdę ciężkich spraw, których nie da rady rozwiązać tylko ludzką logiką. Pośrodku tych najważniejszych zagadnień, „jak filip z konopi” wyskakuje człowiek, który prosi Zbawiciela o to, by odstawił te wszystkie sprawy na bok i zajął się sądownictwem.
Czy rozumiemy brak powagi tego człowieka? Wszyscy nastają na Jezusa, by ich uzdrawiał, wypędzał złe duchy, a obok nich staje ktoś, który otrzymawszy „swoje pięć minut” wykorzystuje je na rozmowę o pieniądzach. Tak też może się stać z nami. Na początku będziemy mówili, że „ekonomia też jest ważna”. Potem możemy pójść o krok dalej i już zapomnieć słówka „też”, a po chwili już zupełnie używać najwyższego stopnia mówiąc, że „pieniądze są najważniejsze”.
To prawda, że brak funduszy jest w stanie rozbić rodzinę, wprawić w niemałe kłopoty, ale lęk przed brakiem pieniędzy może sprawić, że zaczniemy myśleć, że materia nas od wszystkiego uratuje. Gdy zagości w naszej głowie takie przemyślenie, to wiedzmy, że z ziemskiego bogactwa uczyniliśmy Boga.
Kim jest w końcu Bóg? To ktoś, kto ma władze uratować mnie od wszystkiego, co będzie chciało mnie zaatakować. Czy bogactwo materialne jest w stanie to zrobić? Oczywiście, że nie. Jezus jasno powiedział, że „życie nie jest zależne od naszego mienia”. Może ono poprawić komfort naszego „ziemskiego czasu”, ale nie uratuje od chorób, konfliktów międzyludzkich, czy śmierci. Poza tym, bogactwo ma bardzo niebezpieczną cechę – chciwość, która powoduje „łakomstwo bogactwa”. Osoba, która uwikła się w tę słabość, może nie zdążyć ucieszyć się z tego, co ma. Przyjrzyjmy się Jezusowej przypowieści…
Pewnemu zamożnemu człowiekowi obrodziło pole. Już tutaj natrafiamy na bardzo ważny szczegół. Ten człowiek był bogaty jeszcze przed dobrymi, tegorocznymi plonami. Ten dobrobyt okazał się jednak „problemem”. Nie było bowiem dla niego miejsca w spichlerzach. Dlatego bogacz podjął decyzję, by jeszcze powiększyć swoje magazyny. Pozornie wygląda to na dobre rozwiązanie, ale przebudowa spichlerzy powoduje dwie konsekwencje. Po pierwsze, bogacz może być nieszczęśliwy, gdy w kolejne lata będą mniejsze zbiory i będzie widział, że nie ma tyle co kiedyś, a po drugie, na przeorganizowanie magazynów potrzeba sporo czasu i wysiłku. Może warto by było go poświęcić na to, by ucieszyć się tym, co już się ma, zamiast myśleć o dalekiej przyszłości? Zgodnie z ewangeliczną przypowieścią, dobra bogacza nie przydały mu się wcale. Co najgorsze, mógłby jeszcze jeden dzień zadowolić się tym, co ma, a zamiast tego biegał przy tym, by ułożyć sobie życie na przyszłość.
Z tego prostego obrazu płyną dla nas dwie mądrości. Powiększanie pragnień może uzależnić i nie mieć końca. Gdy obserwuje się osoby bardzo bogate, to widać, że ich radość polega często już nie na samym wykorzystywaniu dóbr, tylko na ich mnożeniu.
Po drugie, nie znamy momentu swojego przejścia na „tamten świat”. A co jeśli wykorzystujemy ostatnie chwile doczesności na to, by zapuścić w niej mocniej korzenie, zamiast przygotować się do tego, by lepiej przeżyć wieczność? Tym bardziej, że to, co będzie później będzie naszym miejscem docelowym. A to, co ziemskie, jest tylko próbą przed tym, jak nasze szczęście ma wyglądać przez nieskończoność.
Zainteresowanych lekturą książki, która oficjalnie ukaże się 6 listopada, już teraz zapraszam na stronę tutaj, gdzie można nabyć ją w przedsprzedaży.
Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem». Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż Mnie ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?» Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia». I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: "Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów". I rzekł: "Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj". Lecz Bóg rzekł do niego: "Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?" Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem».
Pierwszym zagrożeniem, jakie niosą rzeczy materialne, jest czynienie z nich rzeczy najważniejszej. Tak je rozumiał człowiek, który wyrwał się z tłumu i prosił Jezusa, by przekonał jego brata do tego, by podzielił się z nim spadkiem. Zobaczmy, jakie to niedorzeczne… Chrystusa otacza mnóstwo ludzi. Wielu z nich modli się i prosi Jezusa o uzdrowienie. Część mówi o najbardziej intymnych tematach w swoim życiu. Można powiedzieć, że wokół Jezusa unosi się aura naprawdę ciężkich spraw, których nie da rady rozwiązać tylko ludzką logiką. Pośrodku tych najważniejszych zagadnień, „jak filip z konopi” wyskakuje człowiek, który prosi Zbawiciela o to, by odstawił te wszystkie sprawy na bok i zajął się sądownictwem.
Czy rozumiemy brak powagi tego człowieka? Wszyscy nastają na Jezusa, by ich uzdrawiał, wypędzał złe duchy, a obok nich staje ktoś, który otrzymawszy „swoje pięć minut” wykorzystuje je na rozmowę o pieniądzach. Tak też może się stać z nami. Na początku będziemy mówili, że „ekonomia też jest ważna”. Potem możemy pójść o krok dalej i już zapomnieć słówka „też”, a po chwili już zupełnie używać najwyższego stopnia mówiąc, że „pieniądze są najważniejsze”.
To prawda, że brak funduszy jest w stanie rozbić rodzinę, wprawić w niemałe kłopoty, ale lęk przed brakiem pieniędzy może sprawić, że zaczniemy myśleć, że materia nas od wszystkiego uratuje. Gdy zagości w naszej głowie takie przemyślenie, to wiedzmy, że z ziemskiego bogactwa uczyniliśmy Boga.
Kim jest w końcu Bóg? To ktoś, kto ma władze uratować mnie od wszystkiego, co będzie chciało mnie zaatakować. Czy bogactwo materialne jest w stanie to zrobić? Oczywiście, że nie. Jezus jasno powiedział, że „życie nie jest zależne od naszego mienia”. Może ono poprawić komfort naszego „ziemskiego czasu”, ale nie uratuje od chorób, konfliktów międzyludzkich, czy śmierci. Poza tym, bogactwo ma bardzo niebezpieczną cechę – chciwość, która powoduje „łakomstwo bogactwa”. Osoba, która uwikła się w tę słabość, może nie zdążyć ucieszyć się z tego, co ma. Przyjrzyjmy się Jezusowej przypowieści…
Pewnemu zamożnemu człowiekowi obrodziło pole. Już tutaj natrafiamy na bardzo ważny szczegół. Ten człowiek był bogaty jeszcze przed dobrymi, tegorocznymi plonami. Ten dobrobyt okazał się jednak „problemem”. Nie było bowiem dla niego miejsca w spichlerzach. Dlatego bogacz podjął decyzję, by jeszcze powiększyć swoje magazyny. Pozornie wygląda to na dobre rozwiązanie, ale przebudowa spichlerzy powoduje dwie konsekwencje. Po pierwsze, bogacz może być nieszczęśliwy, gdy w kolejne lata będą mniejsze zbiory i będzie widział, że nie ma tyle co kiedyś, a po drugie, na przeorganizowanie magazynów potrzeba sporo czasu i wysiłku. Może warto by było go poświęcić na to, by ucieszyć się tym, co już się ma, zamiast myśleć o dalekiej przyszłości? Zgodnie z ewangeliczną przypowieścią, dobra bogacza nie przydały mu się wcale. Co najgorsze, mógłby jeszcze jeden dzień zadowolić się tym, co ma, a zamiast tego biegał przy tym, by ułożyć sobie życie na przyszłość.
Z tego prostego obrazu płyną dla nas dwie mądrości. Powiększanie pragnień może uzależnić i nie mieć końca. Gdy obserwuje się osoby bardzo bogate, to widać, że ich radość polega często już nie na samym wykorzystywaniu dóbr, tylko na ich mnożeniu.
Po drugie, nie znamy momentu swojego przejścia na „tamten świat”. A co jeśli wykorzystujemy ostatnie chwile doczesności na to, by zapuścić w niej mocniej korzenie, zamiast przygotować się do tego, by lepiej przeżyć wieczność? Tym bardziej, że to, co będzie później będzie naszym miejscem docelowym. A to, co ziemskie, jest tylko próbą przed tym, jak nasze szczęście ma wyglądać przez nieskończoność.
Zainteresowanych lekturą książki, która oficjalnie ukaże się 6 listopada, już teraz zapraszam na stronę tutaj, gdzie można nabyć ją w przedsprzedaży.
Bez torby i dwóch sukien (Mt 10,10)
Mam wszystko, co jest potrzebne do szczęścia. Sokrates, znany z ascetycznego stylu życia, miał podobno w zwyczaju chodzić na targ w szczególnym celu. Wybierał się tam, by przyglądać się rzeczom, których nie chciał posiadać. Wystarczały mu prosty strój i znoszone sandały. Potrafił odnaleźć pokój serca w przypominaniu sobie, że nie potrzebuje niczego więcej niż to, co ma, żeby z radością przeżywać kolejne dni.
Jezus proponował wybieranie się w drogę tylko z tym, co niezbędne. Ewangelie różnią się w opisie tego koniecznego ekwipunku, ale ich przekaz jest jasny: bierz tylko tyle, ile ci potrzeba, a o więcej zatroszczy się sam Bóg.
Gdybyśmy pomyśleli, że dziś mamy w życiu wystarczająco dużo, by być szczęśliwymi, bylibyśmy wolni od niepokoju związanego z myślą o ciągłym gromadzeniu dóbr. Czy rzeczywiście potrzebujesz nowego modelu smartfona, żeby być bardziej wartościowym człowiekiem? Stracisz radość życia, jeśli zdecydujesz się na korzystanie z autobusu zamiast samotną podróż samochodem? A może nadal miałbyś duży wybór ubrań, gdybyś wyrzucił połowę z nich?
Zadawanie sobie tego typu pytań jest odświeżające dla umysłu i dla serca. Pozwala zobaczyć, czy nie jestem uzależniony od posiadania rzeczy. Nieuporządkowane pragnienie, by posiadać wciąż więcej i więcej, prowadzi do stałego niepokoju duszy, niezadowolenia ze swojego życia. Pokładanie zaufania w tym, co dopiero ma stać się moją własnością i zaspokoić moje oczekiwania, oznacza że trudno skupić się na teraźniejszości. Konsekwencjami są smutek i brak wdzięczności budujące wielki mur między mną a Bogiem.
Zadania na najbliższe dni:
1. Przejrzyj swoje szafy i półki. Przyjrzyj się temu, z czego nie korzystałeś od dawna. Nie musisz niczego wyrzucać ani nikomu oddawać. Może jednak zechcesz?
2. Przypomnij sobie sytuację, kiedy jakiejś rzeczy bardzo chciałeś, np. nowego roweru, komputera czy ubrania. Zauważ, że kiedy już należała do Ciebie, po pewnym czasie pojawiło się kolejne pragnienie, które zaczęło wypełniać twoje myśli. Czy potrafisz to dostrzec? Jak myślisz, co z tego wynika?
Tekst w sam raz na Chrześcijański minimalizm, znaleziony tutaj, a jego autorem jest Piotr Kropisz SJ (na fb tutaj).
Jezus proponował wybieranie się w drogę tylko z tym, co niezbędne. Ewangelie różnią się w opisie tego koniecznego ekwipunku, ale ich przekaz jest jasny: bierz tylko tyle, ile ci potrzeba, a o więcej zatroszczy się sam Bóg.
Gdybyśmy pomyśleli, że dziś mamy w życiu wystarczająco dużo, by być szczęśliwymi, bylibyśmy wolni od niepokoju związanego z myślą o ciągłym gromadzeniu dóbr. Czy rzeczywiście potrzebujesz nowego modelu smartfona, żeby być bardziej wartościowym człowiekiem? Stracisz radość życia, jeśli zdecydujesz się na korzystanie z autobusu zamiast samotną podróż samochodem? A może nadal miałbyś duży wybór ubrań, gdybyś wyrzucił połowę z nich?
Zadawanie sobie tego typu pytań jest odświeżające dla umysłu i dla serca. Pozwala zobaczyć, czy nie jestem uzależniony od posiadania rzeczy. Nieuporządkowane pragnienie, by posiadać wciąż więcej i więcej, prowadzi do stałego niepokoju duszy, niezadowolenia ze swojego życia. Pokładanie zaufania w tym, co dopiero ma stać się moją własnością i zaspokoić moje oczekiwania, oznacza że trudno skupić się na teraźniejszości. Konsekwencjami są smutek i brak wdzięczności budujące wielki mur między mną a Bogiem.
Zadania na najbliższe dni:
1. Przejrzyj swoje szafy i półki. Przyjrzyj się temu, z czego nie korzystałeś od dawna. Nie musisz niczego wyrzucać ani nikomu oddawać. Może jednak zechcesz?
2. Przypomnij sobie sytuację, kiedy jakiejś rzeczy bardzo chciałeś, np. nowego roweru, komputera czy ubrania. Zauważ, że kiedy już należała do Ciebie, po pewnym czasie pojawiło się kolejne pragnienie, które zaczęło wypełniać twoje myśli. Czy potrafisz to dostrzec? Jak myślisz, co z tego wynika?
Tekst w sam raz na Chrześcijański minimalizm, znaleziony tutaj, a jego autorem jest Piotr Kropisz SJ (na fb tutaj).
W mocy milczenia
Kupiłem wreszcie książkę Moc milczenia. Książka stworzona przez tytanów modlitwy: kardynała Roberta Saraha, dom Dysmas de Lassusa - generała Zakonu Kartuzów, z przedmową Benedykta XVI. Nie może być lepszego towarzystwa, żeby wejść w klimat milczenia.
Już pierwszy z cytatów z Myśli Pascala (nr 370) wskazuje, że będzie o sprawach bliskich temu blogowi. Próżny ślad po szczęściu, które istniało niegdyś w człowieku - ową dojmująca pustkę lub tęsknotę - "staramy się daremnie wypełnić wszystkim, co nas otacza, szukając w nieobecnych rzeczach pomocy, której nie otrzymujemy od obecnych, ale wszystkie okazują się niezdatne; bo tę nieskończoną otchłań może wypełnić jedynie przedmiot nieskończony i niezmienny, to znaczy Bóg."
Zaraz potem w Przedmowie Benedykt XVI cytuje fragment listu Ignacego Antiocheńskiego do Efezjan: "Lepiej jest milczeć i być, niż mówić i nie być." Obracamy się w wirze słów, obrazów, każde z nich domaga się naszej uwagi. Niedawno ktoś powiedział, że wynajmujemy swoje umysły. Czy jesteśmy jeszcze zdolni do myślenia?
Kluczem do zrozumienia słów Jezusa jest wejście w Jego milczenie, gdyż Jego słowa biorą swój początek w Jego milczeniu. Dzięki niemu unikniemy powierzchowności. Coraz więcej wiemy, o czymś słyszymy, przechodzimy do działania, ale mało w tym prawdziwej treści i sensu. Miejsce Słowa zajmuje w nas gadatliwość.
Nie jestem specjalistą od milczenia, ale wydaje mi się, że dotykamy rzeczy dla naszego życia fundamentalnej. Milczenie nie dotyczy jedynie samych słów, ale naszych myśli i zewnętrznego działania. Bardziej niż czego innego, potrzebujemy wyciszenia naszej zewnętrznej aktywności, która, takie odnoszę wrażenie, jest funkcją wewnętrznego niepokoju, braku odwagi, by w ciszy stanąć nagim przed Bogiem, bez naręcza naszych małych spraw, skarg i oczekiwań.
Jezus nocami udaje się samotnie "na górę", żeby się modlić. Ten wyjściowy obraz przywołuje Benedykt XVI w Przedmowie do książki. Mam nadzieję (a właściwie dziwną pewność), że Moc milczenia będzie dobrym sposobem wychodzenia z pułapek aktywizmu i wchodzenia na własną "małą górę" samotności na modlitwie.
Polecam wpis Dykratura hałasu, a także Większość moich kłopotów...
Już pierwszy z cytatów z Myśli Pascala (nr 370) wskazuje, że będzie o sprawach bliskich temu blogowi. Próżny ślad po szczęściu, które istniało niegdyś w człowieku - ową dojmująca pustkę lub tęsknotę - "staramy się daremnie wypełnić wszystkim, co nas otacza, szukając w nieobecnych rzeczach pomocy, której nie otrzymujemy od obecnych, ale wszystkie okazują się niezdatne; bo tę nieskończoną otchłań może wypełnić jedynie przedmiot nieskończony i niezmienny, to znaczy Bóg."
Zaraz potem w Przedmowie Benedykt XVI cytuje fragment listu Ignacego Antiocheńskiego do Efezjan: "Lepiej jest milczeć i być, niż mówić i nie być." Obracamy się w wirze słów, obrazów, każde z nich domaga się naszej uwagi. Niedawno ktoś powiedział, że wynajmujemy swoje umysły. Czy jesteśmy jeszcze zdolni do myślenia?
Kluczem do zrozumienia słów Jezusa jest wejście w Jego milczenie, gdyż Jego słowa biorą swój początek w Jego milczeniu. Dzięki niemu unikniemy powierzchowności. Coraz więcej wiemy, o czymś słyszymy, przechodzimy do działania, ale mało w tym prawdziwej treści i sensu. Miejsce Słowa zajmuje w nas gadatliwość.
Nie jestem specjalistą od milczenia, ale wydaje mi się, że dotykamy rzeczy dla naszego życia fundamentalnej. Milczenie nie dotyczy jedynie samych słów, ale naszych myśli i zewnętrznego działania. Bardziej niż czego innego, potrzebujemy wyciszenia naszej zewnętrznej aktywności, która, takie odnoszę wrażenie, jest funkcją wewnętrznego niepokoju, braku odwagi, by w ciszy stanąć nagim przed Bogiem, bez naręcza naszych małych spraw, skarg i oczekiwań.
Jezus nocami udaje się samotnie "na górę", żeby się modlić. Ten wyjściowy obraz przywołuje Benedykt XVI w Przedmowie do książki. Mam nadzieję (a właściwie dziwną pewność), że Moc milczenia będzie dobrym sposobem wychodzenia z pułapek aktywizmu i wchodzenia na własną "małą górę" samotności na modlitwie.
Polecam wpis Dykratura hałasu, a także Większość moich kłopotów...
Wejdź i działaj w mojej potrzebie
Jak wiele utrapień wynika tylko i wyłącznie z bezproduktywnego lęku o to, co przyniesie jutro. Jutro przede wszystkim ma być przestrzenią zawierzenia Temu, który jest Panem czasu. Czy martwiąc się, miotając, wyobrażając sobie przyszłość, nie próbujemy przypadkiem sprawować nad nią iluzorycznej kontroli?
Niedawno odkryłem piękny tekst ks. Dolindo Ruotolo: Jezu, Ty się tym zajmij! Nie będę cytował go w całości, ale przytoczę kilka jego fragmentów:
Zamartwianie się, denerwowanie, myślenie o konsekwencjach zdarzeń jest wbrew, zdecydowanie wbrew, oddaniu się Mi. Zamknij oczy i nie myśl o bieżących sprawach, odwróć wzrok od przyszłości jak od pokusy; odpocznij we Mnie z tą dyspozycją: "Ty się tym zajmij", oddam się tej sprawie całkowicie, pocieszę cię, wyzwolę i poprowadzę.
To twój racjonalizm, tok rozumowania, zamartwianie się i chęć, by za wszelką cenę zająć się tym, co cię trapi, wprowadza zamęt i jest powodem trudnego do zniesieni bólu. Nie postępuj tak, ale módl się, jak was nauczyłem w Ojcze Nasz: "święć się imię Twoje", czyli bądź pochwalony, uwielbiony w mojej potrzebie; "przyjdź królestwo Twoje", czyli niech wszystko, co się dzieje, przyczynia się do stwarzania Twojego królestwa w nas i na świecie; "bądź wola Twoja, jako w Niebie, tak i na ziemi":, czyli to Ty wejdź i działaj w tej mojej potrzebie, tak jak według Ciebie będzie lepiej dla mojego życia wiecznego i doczesnego.
Kiedy posiadasz własne zasoby, nawet w niewielkiej mierze, lub jeśli to ich szukasz, jesteś w zwykłym wymiarze i idziesz za ziemskim, naturalnym biegiem wydarzeń, w który często interweniuje Szatan. O, jak bardzo pragnę twojego oddania, bym mógł ci błogosławić, i w jakim smutku pogrążam się widząc jak się miotasz! Szatan właśnie do tego dąży: byś był niespokojny, by oderwać cię od Moich działań i rzucić na pastwę ludzkich przedsięwzięć.
Odwrócić wzrok od przyszłości jak od pokusy. Mocne!
Niedawno odkryłem piękny tekst ks. Dolindo Ruotolo: Jezu, Ty się tym zajmij! Nie będę cytował go w całości, ale przytoczę kilka jego fragmentów:
Zamartwianie się, denerwowanie, myślenie o konsekwencjach zdarzeń jest wbrew, zdecydowanie wbrew, oddaniu się Mi. Zamknij oczy i nie myśl o bieżących sprawach, odwróć wzrok od przyszłości jak od pokusy; odpocznij we Mnie z tą dyspozycją: "Ty się tym zajmij", oddam się tej sprawie całkowicie, pocieszę cię, wyzwolę i poprowadzę.
To twój racjonalizm, tok rozumowania, zamartwianie się i chęć, by za wszelką cenę zająć się tym, co cię trapi, wprowadza zamęt i jest powodem trudnego do zniesieni bólu. Nie postępuj tak, ale módl się, jak was nauczyłem w Ojcze Nasz: "święć się imię Twoje", czyli bądź pochwalony, uwielbiony w mojej potrzebie; "przyjdź królestwo Twoje", czyli niech wszystko, co się dzieje, przyczynia się do stwarzania Twojego królestwa w nas i na świecie; "bądź wola Twoja, jako w Niebie, tak i na ziemi":, czyli to Ty wejdź i działaj w tej mojej potrzebie, tak jak według Ciebie będzie lepiej dla mojego życia wiecznego i doczesnego.
Kiedy posiadasz własne zasoby, nawet w niewielkiej mierze, lub jeśli to ich szukasz, jesteś w zwykłym wymiarze i idziesz za ziemskim, naturalnym biegiem wydarzeń, w który często interweniuje Szatan. O, jak bardzo pragnę twojego oddania, bym mógł ci błogosławić, i w jakim smutku pogrążam się widząc jak się miotasz! Szatan właśnie do tego dąży: byś był niespokojny, by oderwać cię od Moich działań i rzucić na pastwę ludzkich przedsięwzięć.
Odwrócić wzrok od przyszłości jak od pokusy. Mocne!
O korzyściach płynących z zadłużenia
Posiadanie długów nie jest sytuacją komfortową. Czasem z konieczności, jak np. w przypadku kredytów hipotecznych na własne mieszkanie, bardzo często na własne życzenie - większość z nas jest w mniejszym lub większym stopniu zadłużona. Wskazanie z Listu do Rzymian "Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością" to rozwiązanie idealne, niestety rzeczywistość w tym temacie jest zupełnie inna.
Oczywiście nikogo nie namawiam do zadłużania się! Przeciwnie, sami staramy się nadpłacać nasz kredyt i nie wchodzić w nowe długi, mając nadzieję, że kiedyś nie będziemy ich mieli.
Co jednak zrobić, gdy długi już mamy i zabierają nam jakiś, często niemiały, procent naszych dochodów? Czy można zmienić stosunek do zadłużenia, może nie tyle je polubić, co wyciągnąć z tego faktu jakieś duchowe korzyści?
1. Konieczność systematycznej spłaty zadłużenia sprawia, że jesteśmy bardziej roztropni i rozważni w bieżących wydatkach, nasz domowy budżet z konieczności jest bardziej przemyślany.
2. Posiadanie długu uczy oszczędności i samoograniczania się w zaspokajaniu bieżących potrzeb, a także odróżniania ich od zachcianek, które inaczej łatwiej byłoby nam spełniać. Mamy okazję do ascezy.
3. Długi to często pokłosie naszych błędnych decyzji. Możemy wyciągnąć z tych lekcji wnioski. Nabywamy większej wrażliwości na problemy innych. Zyskujemy pewną mądrość i doświadczenie. Być może pomożemy komuś podjąć lepszą od naszej decyzję?
4. Zadłużenie obrazuje prawdę, że nasze życie na ziemi nie jest sielanką i obarczone jest trudem. To rzeczywistość niedoskonała i zawodna. Być może czujemy się rozczarowani tym, że realizacja naszych marzeń okazała się w praktyce tak kosztowna. Możemy skierować nasze pragnienia w stronę nieba, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Mamy przecież mieszkaniowy przydział w niebie wg słów Jezusa: "Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce."
5. Wreszcie, sięgając najgłębiej, materialny dług jest jakoś odzwierciedleniem naszej duchowej kondycji. Czy w jakiś sposób wszyscy nie jesteśmy dłużnikami? Wszyscy dzielimy egzystencjalne doświadczenie ułomności i braku, czujemy, że pierwotnie czegoś nas pozbawiono, że od początku czegoś nam brakuje. Jezus przedstawiany jest jako Ten, który skreślił nasz "zapis dłużny" - tylko On może uwolnić nas od osobistych długów.
Mam nadzieje, że tych kilka punktów sprawi, że życie z długiem będzie choć trochę lżejszym ciężarem do udźwignięcia!
Oczywiście nikogo nie namawiam do zadłużania się! Przeciwnie, sami staramy się nadpłacać nasz kredyt i nie wchodzić w nowe długi, mając nadzieję, że kiedyś nie będziemy ich mieli.
Co jednak zrobić, gdy długi już mamy i zabierają nam jakiś, często niemiały, procent naszych dochodów? Czy można zmienić stosunek do zadłużenia, może nie tyle je polubić, co wyciągnąć z tego faktu jakieś duchowe korzyści?
1. Konieczność systematycznej spłaty zadłużenia sprawia, że jesteśmy bardziej roztropni i rozważni w bieżących wydatkach, nasz domowy budżet z konieczności jest bardziej przemyślany.
2. Posiadanie długu uczy oszczędności i samoograniczania się w zaspokajaniu bieżących potrzeb, a także odróżniania ich od zachcianek, które inaczej łatwiej byłoby nam spełniać. Mamy okazję do ascezy.
3. Długi to często pokłosie naszych błędnych decyzji. Możemy wyciągnąć z tych lekcji wnioski. Nabywamy większej wrażliwości na problemy innych. Zyskujemy pewną mądrość i doświadczenie. Być może pomożemy komuś podjąć lepszą od naszej decyzję?
4. Zadłużenie obrazuje prawdę, że nasze życie na ziemi nie jest sielanką i obarczone jest trudem. To rzeczywistość niedoskonała i zawodna. Być może czujemy się rozczarowani tym, że realizacja naszych marzeń okazała się w praktyce tak kosztowna. Możemy skierować nasze pragnienia w stronę nieba, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Mamy przecież mieszkaniowy przydział w niebie wg słów Jezusa: "Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce."
5. Wreszcie, sięgając najgłębiej, materialny dług jest jakoś odzwierciedleniem naszej duchowej kondycji. Czy w jakiś sposób wszyscy nie jesteśmy dłużnikami? Wszyscy dzielimy egzystencjalne doświadczenie ułomności i braku, czujemy, że pierwotnie czegoś nas pozbawiono, że od początku czegoś nam brakuje. Jezus przedstawiany jest jako Ten, który skreślił nasz "zapis dłużny" - tylko On może uwolnić nas od osobistych długów.
Mam nadzieje, że tych kilka punktów sprawi, że życie z długiem będzie choć trochę lżejszym ciężarem do udźwignięcia!
Większość moich kłopotów...
Większość moich kłopotów płynie z pewnego subtelnego braku ubóstwa. Chciałbym zagarnąć zbyt wiele: zwłaszcza zbyt wiele książek, wyżywam się w moich apetytach posiadania i gromadzenia...
Utworzyłeś moją duszę dla Twojego milczenia, a rozdarta jest hałasem mojej działalności i moich pragnień.
Ocal mnie od mojej własnej, trującej potrzeby zmieniania wszystkiego wokół, od niemądrego działania, od poruszania się dla samego ruchu, przeinaczania wszystkiego, co Ty zarządziłeś.
Żyć nie rozpychając się ze swoimi upodobaniami, pragnieniami czy projektami i nie dając zbijać się z nóg prądowi naturalnej aktywności, która całym rozpędem płynie przez świat.
Jakże bliskie mi cytaty pochodzą ze "Znaku Jonasza" Tomasza Mertona.
Utworzyłeś moją duszę dla Twojego milczenia, a rozdarta jest hałasem mojej działalności i moich pragnień.
Ocal mnie od mojej własnej, trującej potrzeby zmieniania wszystkiego wokół, od niemądrego działania, od poruszania się dla samego ruchu, przeinaczania wszystkiego, co Ty zarządziłeś.
Żyć nie rozpychając się ze swoimi upodobaniami, pragnieniami czy projektami i nie dając zbijać się z nóg prądowi naturalnej aktywności, która całym rozpędem płynie przez świat.
Jakże bliskie mi cytaty pochodzą ze "Znaku Jonasza" Tomasza Mertona.
Ważniejsi niż wróble
Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. (Łk 12,7)
A może Bóg wybrał dla mnie ciszę i milczenie, ubóstwo środków, odstawienie na boczny tor, szarą rzeczywistość, posuchę duchową, ciągle tą samą walkę ze słabościami i bezsilność?
Może Jego moc ma doskonalić się w mojej słabości? A gliniane naczynie, w którym przechowujemy skarb, ma pozostać glinianym, popękanym naczyniem, które nieustannie On skleja.
Nie bądźmy śmieszni ze swoją manią wielkości i znaczenia.
Jesteśmy ważniejsi niż wiele wróbli. I niech tak zostanie.
Ze św. Jana od Krzyża:
Gdy się uwolnisz od rzeczy zewnętrznych, wyzujesz z duchowych - nie będziesz uważała za własność swoją łask Bożych, nie usidli cię pomyślność, ani przeciwieństwa nie skrępują ci lotu.
Wielkim złem jest uważanie więcej na dary Boże, niż na samego Boga. Modlitwa i wyzbycie się własności!
Jest w nas zachłanność dóbr duchowych. Nieumiarkowanie duszy. Łapczywość smaków niebieskich. Pożądanie wzlotów i łask szczególnych. Lubimy duchowe siłownie, ekstremalne drogi krzyżowe, wielotysięczne zloty i spektakularne uzdrowienia.
A może Bóg wybrał dla mnie ciszę i milczenie, ubóstwo środków, odstawienie na boczny tor, szarą rzeczywistość, posuchę duchową, ciągle tą samą walkę ze słabościami i bezsilność?
Może Jego moc ma doskonalić się w mojej słabości? A gliniane naczynie, w którym przechowujemy skarb, ma pozostać glinianym, popękanym naczyniem, które nieustannie On skleja.
Nie bądźmy śmieszni ze swoją manią wielkości i znaczenia.
Jesteśmy ważniejsi niż wiele wróbli. I niech tak zostanie.
Ze św. Jana od Krzyża:
Gdy się uwolnisz od rzeczy zewnętrznych, wyzujesz z duchowych - nie będziesz uważała za własność swoją łask Bożych, nie usidli cię pomyślność, ani przeciwieństwa nie skrępują ci lotu.
Wielkim złem jest uważanie więcej na dary Boże, niż na samego Boga. Modlitwa i wyzbycie się własności!
Co mamy wiedzieć o jutrze
Przechodząc koło noclegowni dla bezdomnych natknąłem się na tablicę, na której napisano:
O jutrze masz wiedzieć jedynie to, że Opatrzność Boża wstanie dla ciebie wcześniej niż słońce.
o. J.H. Lacordaire
Żyć w takim oderwaniu od lęku o naszą przyszłość i w takim zaufaniu, że jesteśmy na dobrej drodze, pod czułym Spojrzeniem Bożej Opatrzności.
O jutrze masz wiedzieć jedynie to, że Opatrzność Boża wstanie dla ciebie wcześniej niż słońce.
o. J.H. Lacordaire
Żyć w takim oderwaniu od lęku o naszą przyszłość i w takim zaufaniu, że jesteśmy na dobrej drodze, pod czułym Spojrzeniem Bożej Opatrzności.
Radość nieposiadania
Więcej jest radości z dawania niż z brania. (Dz 20,35)
Więcej jest radości z wyzbywania się niż z gromadzenia.
Więcej jest radości z zaufania niż zabezpieczania.
Więcej jest radości z dzielenia się niż zagarniania i zazdrosnego strzeżenia.
Miłość nie szuka swego. Szuka ubóstwa i pragnie oddać wszystko, czego nie potrzebuje. A nawet to, czego potrzebuje...
Trudno przezwyciężyć ociężałość sytości. Nieznośny letarg dni. Zapętlone ścieżki własnego ego. Zaryzykować pozorną w istocie utratę.
Odszedł zasmucony, miał bowiem wiele bogactw. (Mk 10,22)
A co będzie z nami?
Więcej jest radości z wyzbywania się niż z gromadzenia.
Więcej jest radości z zaufania niż zabezpieczania.
Więcej jest radości z dzielenia się niż zagarniania i zazdrosnego strzeżenia.
Miłość nie szuka swego. Szuka ubóstwa i pragnie oddać wszystko, czego nie potrzebuje. A nawet to, czego potrzebuje...
Trudno przezwyciężyć ociężałość sytości. Nieznośny letarg dni. Zapętlone ścieżki własnego ego. Zaryzykować pozorną w istocie utratę.
Odszedł zasmucony, miał bowiem wiele bogactw. (Mk 10,22)
A co będzie z nami?
Potrzeba czegoś fundamentalnego
Może w każdym człowieku brakuje czegoś fundamentalnego. Masa ludzi przenosi się ze wsi do miast, a młodzież miejska ucieka na wieś. Kobiety chcą być mężczyznami, a mężczyźni upodabniają się do kobiet. Każdy chce naśladować boskość, w desperacji pragnąc uciec od bycia stworzeniem. Młodzi ludzie na Zachodzie zwracają się w kierunku Wschodu, ci ze Wschodu pragną kapitalizmu. Zakonnicy uciekają z klasztorów, żonaci szukają pustelni. Liberałowie poszukują demitologizacji Pisma Świętego, aby odejść od biblijnej wiary, a fundamentaliści próbują wypełnić puste miejsca w ich religii przez powrót do Starego Testamentu, uciekając od obowiązku intelektualnego wyjaśnienia wiary. Czy obietnicę można zawsze znaleźć gdzieś daleko poza horyzontem? Skąd ta ciągła potrzeba znaków, cudów, nowych słupów ognia, ark przymierza, tablic z przykazaniami - tego wszystkiego, a nie mocnej, wymagającej i pełnej zaufania wiary?
Betania
Miejsce szczególne.
Jezus mówił o sobie, że nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Na codzień niezrozumiany, odrzucony przez tych, wśród których dorastał, lub rozchwytywany przez tych, którzy ciągle czegoś od Niego oczekiwali, w domu Łazarza, Marii i Marty mógł znaleźć wytchnienie i odpoczynek.
Lubił tam wracać. Pragmatyczna i gospodarna Marta krzątająca się po kuchni, młodziutka i roztrzepana Maria, która na widok ukochanego Mistrze rzuca obowiązki i zasłuchana siada u Jego stóp.
Miejsce ludzkich emocji Jezusa, Jego płaczu. "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł".
Miejsce jednego z największych cudów...
Wyobrażam je sobie jako dom prosty, gościnny, w którym panuje ład i porządek, ale także atmosfera życzliwości. Miejsce zwyczajne, jakich wiele, ale z drugiej strony jakoś szczególne, skoro wybrane przez Jezusa na przystań.
Chciałbym, aby mój dom był Betanią. Odtworzyć atmosferę tamtego miejsca. Pogodzić pracę, obowiązki z czasem na słuchanie słów Mistrza. Dać Jezusowi schronienie w czasach, gdy znowu tak mało jest rozumiany i tak często atakowany. Dzielić z Nim chwile zwykłej codzienności, które w ten sposób stają się niezwykłe. Siedzieć z Nim przy herbacie, bez zadawania zbyt wielu pytań. Ufać jak Marta, że przyjdzie w momencie, gdy będzie potrzebna Jego moc...
Jezus mówił o sobie, że nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Na codzień niezrozumiany, odrzucony przez tych, wśród których dorastał, lub rozchwytywany przez tych, którzy ciągle czegoś od Niego oczekiwali, w domu Łazarza, Marii i Marty mógł znaleźć wytchnienie i odpoczynek.
Lubił tam wracać. Pragmatyczna i gospodarna Marta krzątająca się po kuchni, młodziutka i roztrzepana Maria, która na widok ukochanego Mistrze rzuca obowiązki i zasłuchana siada u Jego stóp.
Miejsce ludzkich emocji Jezusa, Jego płaczu. "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł".
Miejsce jednego z największych cudów...
Wyobrażam je sobie jako dom prosty, gościnny, w którym panuje ład i porządek, ale także atmosfera życzliwości. Miejsce zwyczajne, jakich wiele, ale z drugiej strony jakoś szczególne, skoro wybrane przez Jezusa na przystań.
Chciałbym, aby mój dom był Betanią. Odtworzyć atmosferę tamtego miejsca. Pogodzić pracę, obowiązki z czasem na słuchanie słów Mistrza. Dać Jezusowi schronienie w czasach, gdy znowu tak mało jest rozumiany i tak często atakowany. Dzielić z Nim chwile zwykłej codzienności, które w ten sposób stają się niezwykłe. Siedzieć z Nim przy herbacie, bez zadawania zbyt wielu pytań. Ufać jak Marta, że przyjdzie w momencie, gdy będzie potrzebna Jego moc...
Umiarkowanie w działaniu
Czy masz czas na odpoczynek, regenerację, oddech?
Bada się poziom zadowolenia konsumenta, wysokość wskaźnika PKB, a kiedy ostatnio zmierzyłeś swój poziom zadowolenia z życia? Jaki jest twój wskaźnik szczęśliwości, poczucia sensu i spełnienia w tym, czemu się oddajesz?
Jakość naszego życia mierzona jest nie stanem konta i poziomem dobrobytu, lecz stanem naszych relacji z najbliższymi. Nie sukcesem zawodowym i uznaniem (nierzadko jedynie we własnych oczach), lecz uwagą i czasem, jakie jesteśmy w stanie ofiarować naszym dzieciom/żonie/mężowi. Czy są z nami szczęśliwi?
Czy jeszcze potrafisz przesiedzieć ze sobą w milczeniu piętnaście minut? Bez telefonu na podorędziu, bez zastanawiania się, co jeszcze zrobić?
Kiedy ostatnio patrzyłeś w niebo lub gwiazdy?
Kiedy ostatnio rzeczywiście się modliłeś?
Wszystkie te pytania - i ewentualne odpowiedzi - domagają się przestrzeni niedziałania. Przeniesienia punktu ciężkości naszych wypełnionych kalendarzy w białe pola między zapisanymi wierszami. Pomiędzy punktami "do zrobienia" jest jeszcze sporo wolnego miejsca na życie takie, do jakiego zostaliśmy stworzeni. Spróbujmy je dostrzec i właściwie wykorzystać, odpowiadając sobie na powyższe pytania.
Może pomocne będą słowa z Księgi Syracha:
Synu, nie bierz na siebie za wiele spraw, bo jeśli będziesz je mnożył, nie unikniesz szkody.
I choćbyś pędził, nie dopędzisz, a uciekając nie uciekniesz.
...i prośba z Psalmu 90:
Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zdobyli mądrość serca.
Bada się poziom zadowolenia konsumenta, wysokość wskaźnika PKB, a kiedy ostatnio zmierzyłeś swój poziom zadowolenia z życia? Jaki jest twój wskaźnik szczęśliwości, poczucia sensu i spełnienia w tym, czemu się oddajesz?
Jakość naszego życia mierzona jest nie stanem konta i poziomem dobrobytu, lecz stanem naszych relacji z najbliższymi. Nie sukcesem zawodowym i uznaniem (nierzadko jedynie we własnych oczach), lecz uwagą i czasem, jakie jesteśmy w stanie ofiarować naszym dzieciom/żonie/mężowi. Czy są z nami szczęśliwi?
Czy jeszcze potrafisz przesiedzieć ze sobą w milczeniu piętnaście minut? Bez telefonu na podorędziu, bez zastanawiania się, co jeszcze zrobić?
Kiedy ostatnio patrzyłeś w niebo lub gwiazdy?
Kiedy ostatnio rzeczywiście się modliłeś?
Wszystkie te pytania - i ewentualne odpowiedzi - domagają się przestrzeni niedziałania. Przeniesienia punktu ciężkości naszych wypełnionych kalendarzy w białe pola między zapisanymi wierszami. Pomiędzy punktami "do zrobienia" jest jeszcze sporo wolnego miejsca na życie takie, do jakiego zostaliśmy stworzeni. Spróbujmy je dostrzec i właściwie wykorzystać, odpowiadając sobie na powyższe pytania.
Może pomocne będą słowa z Księgi Syracha:
Synu, nie bierz na siebie za wiele spraw, bo jeśli będziesz je mnożył, nie unikniesz szkody.
I choćbyś pędził, nie dopędzisz, a uciekając nie uciekniesz.
...i prośba z Psalmu 90:
Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zdobyli mądrość serca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Witajcie. Drodzy, tym skromnym wpisem zaczynam prowadzenie bloga Chrześcijański minimalizm. Zmieni się w nim pewnie jeszcze wiele, ale liczę...
-
źródło Żyjemy w epoce cyfrowej. Otaczają nas piksele naszych telefonów, monitorów, telewizorów, ulicznych reklam. Ładowanie komórki to ...
-
Czczę Boga, ofiarowując dziesiątą część wszystkich swoich dochodów na realizację Jego celów w świecie. Temat dziesięciny może wydawać się...
-
Przed nami Wielki Post. Jego istotą jest pójście za wskazaniami Jezusa: drogą modlitwy, postu i jałmużny. Są ze sobą ściśle związane. ...









