19 kwietnia 2017

Garść wypoczynku

Lepsza jest jedna garść wypoczynku niż dwie garści bogactw i pogoń za wiatrem.  

Ciekawe, że w innych tłumaczeniach tego fragmentu z 4 rozdziału Księgi Koheleta "wypoczynek" zastępuje się "pokojem", "wytchnieniem", a "bogactwa" - "pracą" i "trudem". Często bowiem w pogoni za komfortem i dobrobytem wpadamy w spiralę pracy zawodowej. Obiecane bogactwo staje się codzienną harówką - po to, by je zdobyć lub aby mieć na spłacanie długów. 

Zapisałem kiedyś krótką myśl: Trzymając w dłoni garść piasku nie będziesz w stanie zerwać kwiatu. Piasek, zawierający drobinki kwarcu, może być symbolem naszych bogactw, ale równie dobrze naszego codziennego "trudu". Trzeba mocno zaciskać rękę, aby nie zaczął wyciekać wąską strużką. Z kolei kwiat to symbol piękna, harmonii, spokoju. Żeby zerwać kwiat, w pełni cieszyć się życiem, trzeba mieć wolną rękę. Przynajmniej jedną...

W naszej zachłanności często trzymamy mocno zaciśnięte obie garście, w których zazdrośnie strzeżemy swoich zasobów. Zapominając, że nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia (Łk 12,15). Stres, lęk, panika, finansowe obawy związane są z gromadzeniem. Dzisiejszy świat ze swoim "więcej oznacza lepiej" przypomina ludzi obłąkanych, goniących za wiatrem. 

Wypuszczając z jednej ręki nasze bogactwa, uwalniając dłoń, odzyskujemy "sprawność", "funkcjonalność" naszego życia. Stajemy się bardziej wolni. Z jednej strony po to, aby mniej pracować i móc zerwać piękny kwiat: odpoczywać, spędzać więcej czasu z rodziną, robić to, co sprawia nam radość; z drugiej, by mieć możliwość niesienia pomocy innym...

15 kwietnia 2017

Łatwo przeoczyć Święta

Łatwo przeoczyć Święta.
Zgubić ich istotę...

Wielkanoc to dla nas od dawna przede wszystkim Triduum Paschalne: udział w liturgii Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty. Cały "obrzędowy" wymiar świętowania, a więc to, co zaczyna się gdzieś rodzinnym śniadaniem wielkanocnym po niedzielnej Rezurekcji, to już tylko konsekwencja i jakby echo tajemnic, których mniej lub bardziej udolnie dotykaliśmy przez liturgiczne znaki w te trzy minione dni.

Jeżeli razem z Jezusem i Uczniami nie byliśmy w Wieczerniku, jeżeli nie staliśmy pod Krzyżem na Golgocie i jeżeli nie wsłuchiwaliśmy się ze świecą w ręku w przepiękne słowa Exsultetu, starożytnego orędzia paschalnego "o szczęśliwej winie, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!", istnieje spore ryzyko, że Święta staną się tylko kolejnym rodzinnym - niedzielnym lub poniedziałkowym - spotkaniem wokół suto zastawionego stołu. Może całkiem miłym, może niekiedy męczącym, ale w istocie czasem, który nie wniesie w nasze życie specjalnie niczego nowego. 

Święta, święta i po świętach?...

8 kwietnia 2017

Zburzcie tę świątynię...

Zewsząd możemy usłyszeć reklamy: wielkanocne zajączki, kolorowe pisanki, baranki, palemki (made in China?), przedświąteczne zakupy. Czemu nie połączyć przygotowań z wiosennymi porządkami, kupnem zasłon, a może  nowego grilla w okazyjnej cenie? To najlepszy czas, żeby zupełnie zatracić sens tego, do czego przygotowywaliśmy się przez ostatnie 40 dni Wielkiego Postu. 

Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! 

Nie róbmy z naszych domów targowiska. Postarajmy się wyciszyć, zatrzymać na tej ostatniej prostej. Bądźmy jak uczniowie z Jezusem. Dzielmy z Nim te ostatnie chwile. Niecha źródłem radości tych Świąt nie będzie tylko suto zastawiony stół, udany sernik czy pieczeń. 

Zburzcie tę świątynię, a w trzy dni ją odbuduję... On jednak mówił o świątyni swego ciała.
Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?

Są tacy, którzy chcieliby zburzyć, a przynajmniej zbezcześcić, świątynię, którą jesteś. Sprawić, byś najlepiej do niej nie wchodził, żyjąc tym co na zewnątrz, zadowalając się tanią tandetą. Jest jednak Baranek: Ten, który odbudował świątynię swojego ciała w trzy dni. Mamy okazję przeżyć to ponownie w czasie najbliższego tygodnia.

Naszym przewodnikiem może być św. Jan Chryzostom. Jego katechezę chrzcielną czytamy w Liturgii Godzin Wielkiego Piątku. To mocne i piękne słowa o tym, że jesteśmy świątynią, a Krew Baranka skrapia odrzwia naszych domów, chroniąc je przed zepsuciem:

 Mojżesz poleca: "Zabijcie baranka i jego krwią pokropcie próg i odrzwia waszych domów". Co mówisz, Mojżeszu? Czyż krew nierozumnego zwierzęcia może ocalić człowieka, istotę rozumną? Owszem, może, lecz nie dlatego, że jest to krew, ale dlatego, że jest ona obrazem krwi Zbawiciela. Dlatego też obecnie prędzej ucieka nieprzyjaciel, gdy ujrzy już nie odrzwia skropione krwią, która była tylko obrazem, lecz rozjaśnione krwią prawdy usta wiernych - odrzwia świątyni poświęconej Chrystusowi. 
Chcesz poznać jeszcze inną moc tej krwi? Przypatrzmy się, skąd zaczęła płynąć - i z jakiego wytrysnęła źródła. Wypłynęła ona z samego krzyża i wzięła początek z boku Zbawiciela. Czytamy bowiem w Ewangelii, że po śmierci Jezusa, gdy On jeszcze wisiał na krzyżu, jeden z żołnierzy zbliżył się, włócznią przebił Mu bok, i natychmiast wypłynęła krew i woda. Woda była obrazem chrztu, a krew Eucharystii. Żołnierz więc przebił Mu bok i otworzył wejście do świątyni, a ja tam znalazłem cudowny skarb, i cieszę się ze wspaniałych bogactw. To więc się stało z Barankiem: Żydzi Go zabili, a ja zebrałem owoc ofiary. 
"Z przebitego boku wypłynęła krew i woda". Nie chcę, abyś, słuchaczu, przechodził obojętnie wobec tak wielkich tajemnic, zostaje bowiem jeszcze inny i tajemny sens. Powiedziałem już, że woda i krew są obrazem chrztu i Eucharystii. Z tych dwóch sakramentów bierze swój początek Kościół "przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym", to znaczy przez chrzest i Eucharystię, które wywodzą się z boku Zbawiciela. Kościół więc powstał z boku Chrystusa, podobnie jak z boku Adama wyszła jego małżonka, Ewa. 
Dlatego świadczy o tym św. Paweł, kiedy mówi: "Jesteśmy z Jego ciała i z Jego kości" - a ma on tu na myśli bok Chrystusa. Albowiem jak z boku Adama Bóg stworzył kobietę, tak też Chrystus dał nam ze swego boku wodę i krew, z których utworzył Kościół. I tak jak Bóg wyprowadził Ewę z głęboko uśpionego Adama, tak też Chrystus po śmierci dał nam wodę i krew. 
Widzicie więc, jak Chrystus połączył się z oblubienicą, widzicie, jakim żywi nas pokarmem. Dzięki temu samemu pokarmowi rodzimy się i żywimy. Jak matka powodowana naturalną miłością do dziecka, spieszy, by je nakarmić własnym mlekiem i krwią, tak Chrystus poi swoją krwią tych, których odrodził.


Słowa św. Jana Chryzostoma wiele lat temu skłoniły mnie do napisania pieśni, którą wykonała Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej. Życzę Wam i sobie, byśmy z odwagą weszli przez Bramę, którą otworzy w swoim boku Chrystus, aby zanurzyć się w Jego pokoju i ciszy, których tak nam brakuje. 





Przybądź Płomieniu, niech węgle naszych serc
Rozpali ogień miłości Twej
Zjednocz nas w Krzyżu, on bramą Pana jest
Przez nią wejdziemy, by życie mieć

Wejdźmy do świątyni jego ciała
- przez przebity bok
W niej dziedzictwo nasze: skarb wody i krwi
- obmyjmy się w nich
Ta brama jest tak wąska, że aby przejść
- trzeba dzieckiem być
I stracić swoje życie
- by znaleźć je

Na Krzyżu z Jego cierpienia, z Jego Pragnę
- narodził Kościół się
Zostawił nam swoje ciało, abyśmy trwali w Nim
- uwielbiajmy Je
Chleba okruch i kropla wina, to tak niewiele
- a starczy na pokarm dusz
Usta moje Krwią skropione
- Świątyni drzwi


27 lutego 2017

Modlitwa kilku słów

"Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi...

Minimalizm w ilości używanych na modlitwie słów: "Panie, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!" 
Zawiera się w nich wszystko, co najważniejsze. Cała prawda o mnie i o Bogu...

Czy nie jest bowiem tak, że Bóg zna wszystkie nasze potrzeby, problemy, którymi żyjemy? "Wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie.Odpowiedzią zaś i zaspokojeniem wszystkich naszych potrzeb jest tak naprawdę On sam. 

W naszych przegadanych modlitwach odgradzamy się od Boga murem ze słów. Z kolei trudno trwać przed Nim na modlitwie w słownej próżni. 

"Ja śpię, lecz serce me czuwa" - mówi Oblubienica w Pieśni nad pieśniami. W modlitwie Jezusowej wchodzimy w ciszę, pozbywamy się wewnętrznego hałasu i zamętu, wyzwalamy się z troski o siebie oraz ze swoich krasomówczych i intelektualnych ambicji.

Warto spróbować. 

6 lutego 2017

Analogowe życie


Żyjemy w epoce cyfrowej. Otaczają nas piksele naszych telefonów, monitorów, telewizorów, ulicznych reklam. Ładowanie komórki to codzienna rutyna niczym mycie zębów.

Niedawno wziąłem do ręki analogowy aparat (Smiena 8m) z zamiarem zrobienia kilku czarno-białych fotografii. Otwiera on katalog rzeczy zapomnianych, z epoki przedcyfrowej, do którego możemy zaliczyć choćby maszynę do pisania, wieczne pióro, winylową płytę i wiele innych przedmiotów. Świat, który rządził się innymi prawami. Nie do pomyślenia dla młodszej generacji życie bez telefonów komórkowych, komputerów i internetu.

Jestem zmęczony życiem cyfrowym z pierwszej połowy XXI wieku. Mam ochotę zaprotestować, przechodząc do analogowego podziemia na tyle, na ile to będzie możliwe:

Analogowa fotografia.
Analogowe kontakty na odległość (listy).
Analogowe zapisywanie - do zeszytu.
Analogowe spędzanie czasu - z wyłączonym komputerem i telefonem.
Analogowa rozmowa w cztery oczy.
Analogowa lektura papierowej książki przy tradycyjnej, analogowej żarówce.
Analogowa radość z poranków i wieczorów, niezakłócona, przeżyta w ciszy, z Bogiem.

Analogowe życie, które nie będzie tylko zestawem pikseli na ekranie. Tworzenie czegoś, czego nie da się odnaleźć za naciśnięciem klawisza enter w wyszukiwarce. Coś, czym nie pochwalę się na fejsbuku, bo nie na tym polega życie. Życie zwyczajne, by nie powiedzieć banalne, pozornie bez wartości, od którego uciekamy znużeni w świat cyfrowych wrażeń, a jednocześnie bezcenne, bo przepojone obecnością Boga, otwierające możliwość "zamaskowanej kontemplacji". Merton napisał, że "najprostszą i najskuteczniejszą drogą do świętości jest zniknąć wśród tła zwyczajnego, codziennego życia."

Czy w cyfrowym świecie takie zniknięcie i taka świętość są jeszcze w ogóle możliwe?

6 grudnia 2016

Dyktatura hałasu

"Pierwszym językiem Boga jest cisza” napisał św. Jana od Krzyża.

Kardynał Sarah w udzielonym nie tak dawno wywiadzie stwierdził: "Jesteśmy ofiarami powierzchowności, egoizmu i ducha światowego, które są rozpowszechniane w naszym społeczeństwie sterowanym przez media. Jesteśmy pochłonięci walką o wpływy, konfliktami międzyludzkimi, narcystycznym, próżnym aktywizmem. Bez wejścia w ciszę żyjemy w złudzeniu. Jedyną rzeczywistością, która zasługuje na uwagę, jest sam Bóg, a Bóg milczy. On czeka na nasze milczenie, aby objawić się nam. Odzyskanie poczucia ciszy jest zatem priorytetem, pilną koniecznością."

Czy czuję się dobrze w galeriach handlowych, sklepach?
Czy lubię bawić się komórką, pisać SMS-y, przeglądać bez potrzeby strony internetowe, oglądać filmiki?
Ile razy na dzień sprawdzam pocztę, zaglądam na portale społecznościowe?
Czy lubię często zabierać głos na forach internetowych?
Ile razy na dzień korzystam z portali informacyjnych, oglądam wiadomości?
Ile razy na dzień żyję wspomnieniami lub obrazami podsuwanymi przez wyobraźnię?
Czy zajmuję się wyszukiwaniem nowinek, żyję sprawami innych?

Zacytuję ponownie kardynała Sarah: "Nasz pracowity, technologiczny wiek uczynił nas jeszcze bardziej chorymi. Hałas stał się jak narkotyk, od którego współcześni ludzie są uzależnieni. Ze swoim odświętnym wyglądem, hałas jest jak wir, który odwodzi od spojrzenia sobie w twarz i konfrontacji z wewnętrzną pustką. Osiągnięcie wyciszenia jest walką i jest formą ascezy. Tak, trzeba odwagi, by uwolnić się od wszystkiego, co obciąża nasze życie, bo niczego tak bardzo nie kochamy jak wygląd, łatwość i pozory zewnętrzne. Wyrywany ze swojego wnętrza, przez swoją potrzebę wypowiedzenia wszystkiego, gadatliwy człowiek nie daje sobie rady, będąc daleko od Boga, niezdolny do jakiejkolwiek głębokiej, duchowej aktywności."

Kiedy abba Arseniusz przebywał jeszcze na dworze cesarskim, modlił się do Boga: „Panie, wskaż mi drogę zbawienia”. Usłyszał głos: „Arseniuszu, unikaj ludzi, a będziesz zbawiony”. Tenże, gdy stał się mnichem, znowu modlił się tymi samymi słowami. Usłyszał głos, który mówił doń: „Arseniuszu, uciekaj [od ludzi], wycisz się wewnętrznie. Są to bowiem korzenie bezgrzeszności”.

Adwent, a zaczęliśmy jego drugi tydzień, może być dobrym czasem walki o milczenie zarówno to zewnętrzne, jak i wewnętrzne: milczenie naszych komputerów, telewizorów i komórek, naszych warg i uszu, naszej wyobraźni i pamięci. Może być okresem dobrze pojętej ucieczki od ludzi i próbą zestrojenia naszego rozkołatanego wnętrza z Boskim językiem ciszy, która uzdrawia i przemienia.



Przy pisaniu korzystałem z poniższych źródeł:
Siła ciszy. Wywiad z kardynałem Sarah
Arseniusz, Boży uciekinier

21 listopada 2016

Rozmiłowani w pochwałach

Ostatnio na wiacie przystanku zauważyłem interesujący plakat: Dwa kciuki  - uniesiony i opuszczony - w charakterystycznej dla fejsbukowego "lajka" grafice, a pod nim napis "To be or not to be".

Czy popularność Facebooka nie bierze się z tego, że w prosty i szybki sposób schlebia on ludzkiej próżności? Już św. Augustyn w "Wyznaniach" napisał: "Z tego zaś, co się mówi i czego się inni dowiadują o naszych czynach, wyłania się bardzo groźna pokusa rozmiłowania się w pochwałach - nawet wyżebrywania ich u ludzi  w celu osiągnięcia wywyższenia osobistego."  

Ile osób polubiło moje zdjęcie lub wypowiedź? Czemu tak często aktualizujemy zdjęcie w tle? Skąd pęd do publikowanie zdjęć sytuacji do tej pory zarezerwowanych dla ścisłego grona rodziny i przyjaciół? W przeszłości, aby zyskać uznanie innych, trzeba było wykazać się czymś naprawdę wyjątkowym. Obecnie do "wywyższenia osobistego" wystarczy zrobienie zdjęcia swojego posiłku lub wrzucenie na fejsa pierwszej lepszej myśli, która przychodzi do głowy.

"Pomaga więc do osiągnięcia pokoju nie nabycie lub materialne mnożenie jakiejkolwiek rzeczy, lecz raczej jej zlekceważenie i zupełne wyrzeczenie się. Dotyczy to nie tylko pieniędzy i bogactw, lecz także pogoni za zaszczytami i próżną chwałą; wszystko to wraz ze światem przemija. Wielka to mądrość nie chwiać się za lada powiewem słów i zamknąć uszy na zdradliwe podszepty pochlebcy; tylko tak pójdzie się bezpiecznie po zaczętej drodze." (Tomasz a Kempis, "O naśladowaniu Chrystusa").

Czasowe (np. w okresie zbliżającego się Adwentu) lub stałe zrezygnowanie z Facebooka jako forma milczenia to krok w kierunku większego wewnętrznego spokoju i wyciszenia, aby móc głębiej przeżywać to, co nas spotyka.


A o przeżywaniu Adwentu w naszej rodzinie możecie przeczytać na Drodze do prostego życia tutaj.