14 maja 2017

Pustynia w mieście

Zrób sobie pustynię we własnym domu. Nie odrywaj pojęcia "pustynia" od miejsc nawiedzanych przez ludzi, spróbuj żyć treścią określenia: Pustynia w sercu miasta. 
Uczynić z kolejowego wagonu miejsce medytacji modlitewnej i z gwarnych ulic mojego miasta zaciszne korytarze mojego idealnego klasztoru. Przez wszystko przemawia do ciebie Bóg. Rzeczywistość bowiem jest pomostem, przez który Bóg przychodzi do mnie.
To fragmenty książki Carlo Caretto "Pustynia w mieście".

Nie szukajmy miejsc idealnych na modlitwę. To mieszkanie, ten widok z okna, to miasto są konkretnym miejscem, w którym postawił mnie Bóg. Scenerią, w której toczy się walka o twoją i moją świętość. Mój dom, moja praca, sklep, w którym robię zakupy, droga, którą codziennie pokonuję, poczta są korytarzami mojego niewidzialnego klasztoru.

Moją regułą jest żyć, pracować i modlić się w takich, a nie innych okolicznościach życia. Ta zwyczajna codzienność, w którą wplatam cichą modlitwę, a nie ucieczka w najpiękniejsze nawet "projekty", jest najlepszym dłutem, którym Bóg rzeźbi we mnie swoje oblicze.

Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca. (Oz  2,16). Pośród pędzącej codzienności możemy zatrzymać się w swoim wnętrzu. Odnaleźć w sobie drogę do miejsca, o którym mówił Jezus: Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. To właśnie tu przynęcił i wyprowadził cię dzisiaj Bóg: nawet gwarna rzeczywistość miasta może przemienić się w miejsce, w którym możemy powtarzać słowa Johna Henry'ego Newmana: "Oto stoję przed Tym, w którego Wcielonej Obecności jestem, zanim tu stanąłem."


9 maja 2017

Jakie prezenty na I Komunię?

Poniższy tekst powstał na Drodze do prostego życia. Na progu majowych uroczystości komunijnych temat wart ponownego przemyślenia. Zapraszam do lektury:

Tytuł postu wybrałem przewrotnie. Jak na minimalistę przystało, moim zdaniem odpowiedź na pytanie, jaki prezent wybrać, brzmi: żaden. Uroczystość I Komunii świętej wiele mówi o naszym podejściu do rzeczy materialnych i duchowych, i generalnie obrazuje zagubienie na obu polach. Wydarzenie na wskroś duchowe komercyjny przemysł wykorzystał, za przyzwoleniem większości rodziców, do urządzenia jarmarku. Z jednej strony doprowadziliśmy do tego, że dzieci w wieku 7-8 lat posiadają już prawie wszystko, co dziecko potrafi sobie wymarzyć. Dlatego zegarek lub rower odszedł dawno do lamusa. Z drugiej strony w dzieciach przez rok komunijnych przygotowań stopniowo rozbudzane są oczekiwania na prezenty, a napięcie (co dostanę?) sięga zenitu na wiele tygodni przed uroczystością. Rodzice zresztą są często bezsilni, bo temat sam nakręca się po szkolnych korytarzach.

Wpisując w wyszukiwarce hasło "prezent na Komunię" otrzymałem "jedynie" 631 tys. wyników. Prasa internetowa donosi, że wśród komunijnych prezentów dominują konsole, komputery, aparaty cyfrowe, odtwarzacze mp ileś tam, telewizory. Podobno tegorocznym hitem są iPhony i quady. Dziewczynki zaś marzą o pięknej biżuterii i damskim (?) laptopie. Z analiz wynika, że komunijny prezent kosztuje średnio ponad 900 złotych, choć potrafi także kilka tysięcy. Zatem I Komunia w rodzinie to znaczna finansowa rozterka, zwłaszcza dla rodziców chrzestnych i dziadków. Trzeba zacząć oszczędzać na rok przed uroczystością, ewentualnie zaciągnąć kredyt. 

W przypadku naszych dzieci (dwie córki miały już tę uroczystość), jak zwykle postaraliśmy się zrobić wszystko inaczej, czyli normalnie. Główny wysiłek włożyliśmy przede wszystkim w pracę nad... rodziną. Jak przekonać dziadków, chrzestnych i pozostałych bliskich, by nie kupowali (!) komunijnych prezentów? Udało nam się znaleźć rozsądny kompromis. Mianowicie każdy wręczył "upominek" w postaci własnego zdjęcia oprawionego w ramkę. Ten sam wariant powtórzyliśmy przy drugiej uroczystości. Mamy dzięki temu sporo rodzinnych fotografii, które wiszą w pokoju dzieci. Było też kilka książek o tematyce religijnej. Od nas, rodziców, otrzymały niewielkie Pismo święte z dedykacją.

Z dziećmi poszło o wiele łatwiej. Odpowiednie przygotowanie i właściwe rozłożenie akcentów dało oczekiwany wynik: I Komunia była naprawdę, wierzcie mi, przeżyciem głęboko duchowym. Dodam, że w przypadku pierwszej córki uroczystość odbywała się w gronie koleżanek szkolnych. Szkoła była niepubliczna, z profilem religijnym, więc temat prezentów trzymany był jako tako na wodzy. Druga córka, już w ramach edukacji domowej, przystąpiła do wczesnej I Komunii, a więc bez rówieśników. Było zatem łatwiej.

Nasz przykład pokazuje, że można i warto przełamywać obowiązujące mody i schematy. Nie wprowadzajmy dzieci tak szybko w świat materialnych przedmiotów i nie wybierajmy na ten moment uroczystości o tak niebywałym duchowym charakterze.

***

Wpis powstał już jakiś czas temu. Obecnie już czworo z naszych dzieci miało uroczystość I Komunii, w tym troje dzieci w ramach tzw. wczesnej Komunii (o której możecie poczytać na stronie tutaj). Nadal utrzymujemy się w przyjętej konwencji prezentowej, aczkolwiek z drobną modyfikacją - inaczej brakowałoby ścian na fotografie :) Dzieci nadal nie otrzymują komercyjnych prezentów, akceptujemy natomiast prezenty "duchowe" od najbliższej rodziny (krzyż, ikona, figura Maryi, klasyczne dzieła duchowości, do których, mamy nadzieję, dziecko kiedyś sięgnie). Żeby uniknąć powtórek zwykle uzgadniamy z dziadkami i chrzestnymi, co mogliby kupić. Oczywiste, że nie chodzi przy tym o przedmioty drogie. Każde z naszych dzieci ma specjalne pudełko na pamiątki "duchowe" z Chrztu, I Komunii czy Bierzmowania, do których od czasu do czasu wracają.

Na zakończenie rodzicom dzieci pierwszokomunijnych polecam lekturę artykułu napisanego jakiś czas temu przez moją Żonę pt. "Pierwsza Komunia święta - a co potem?" - o tym, że trudności w życiu duchowym dzieci zaczynają się po Białym Tygodniu. Skan z naszego parafialnego miesięcznika znajdziecie tutaj

8 maja 2017

Zapanować nad rzeczami

Ten tylko prawdziwie zapanował nad rzeczami, w kim ani ich zalety nie rodzą radości, ani ich ciężar nie powoduje smutku. To słowa św. Jana od Krzyża.

Z otaczającymi nas rzeczami możemy mieć dwojakie problemy. Możemy, ze względu na ich zalety, szukać w nich radości i spełnienia, łatając nimi emocjonalne dziury. Zadowolenie z posiadania określonych rzeczy zniewala nas i odciąga uwagę od spraw ducha. Z drugiej strony - przez swoją zawodność, ograniczenia, konieczność dbania o nie - stają się dla nas nierzadko ciężarem.  O tej dwojakiej zależności od rzeczy wspomina Jezus w Kazaniu na Górze: "Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje." (Mt 6 19-21)

Rzeczywistość rzeczy, które zewsząd nas otaczają, nie powinna jednakże napawać nas niepokojem czy lękiem, z drugiej strony nie powinna też być drogą na manowce, konsumpcyjnym rajem odgradzającym nas od Boga i innych ludzi. W innym miejscu św. Jan od Krzyża napisał: Jeżeli oczyścisz swą duszę z próżnych przywiązań i pożądań, zrozumiesz w duchu rzeczy; jeżeli odwrócisz pożądania od nich, uradujesz się ich prawdą, poznając to, co w nich jest pewne. Rzeczy zawierają w sobie prawdę, którą możemy się radować. Jest to także sposób na wyjście z zastawionych przez nie pułapek.

Bardzo podobną myśl sformułował Thomas Merton. Napisał on: Życie w świecie człowieka, który docenia wszystko, co w tym życiu jest dobre, i używa tego dobra bez zbytniej troski, niepokoju i bez nieuporządkowanego przywiązania, przyczynia  się do pomnażania chwały Bożej. Ażeby poznać i miłować Boga poprzez Jego dary, powinniśmy ich używać "jakbyśmy ich nie używali" (1 Kor 7,31), ale jednak  trzeba nam ich używać. Bo używać rzeczy tego świata, jakbyśmy ich nie używali, to oznacza używać ich niesamolubnie, bez obawy i oglądania się poza siebie, z doskonałą wdzięcznością, ofiarnością i miłością Boga. Nie możemy jednak używać rzeczy stworzonych bez obaw i troski, jeżeli nie jesteśmy od nich oderwani. A równocześnie uzyskujemy to oderwanie, używając ich umiarkowanie - ale bez niepokoju. Tylko wtedy, gdy jesteśmy oderwani od rzeczy stworzonych, zaczynamy cenić je według ich rzeczywistej wartości. 

Używając rzeczy w sposób umiarkowany, bez lęku i przywiązania do nich, odkrywamy ich rzeczywistą wartość. Poznajemy, że zawarte w nich dobro jest dla nas przede wszystkim darem od Stwórcy, a jednocześnie okazją, by wyrażać Bogu naszą wdzięczność.

19 kwietnia 2017

Garść wypoczynku

Lepsza jest jedna garść wypoczynku niż dwie garści bogactw i pogoń za wiatrem.  

Ciekawe, że w innych tłumaczeniach tego fragmentu z 4 rozdziału Księgi Koheleta "wypoczynek" zastępuje się "pokojem", "wytchnieniem", a "bogactwa" - "pracą" i "trudem". Często bowiem w pogoni za komfortem i dobrobytem wpadamy w spiralę pracy zawodowej. Obiecane bogactwo staje się codzienną harówką - po to, by je zdobyć lub aby mieć na spłacanie długów. 

Zapisałem kiedyś krótką myśl: Trzymając w dłoni garść piasku nie będziesz w stanie zerwać kwiatu. Piasek, zawierający drobinki kwarcu, może być symbolem naszych bogactw, ale równie dobrze naszego codziennego "trudu". Trzeba mocno zaciskać rękę, aby nie zaczął wyciekać wąską strużką. Z kolei kwiat to symbol piękna, harmonii, spokoju. Żeby zerwać kwiat, w pełni cieszyć się życiem, trzeba mieć wolną rękę. Przynajmniej jedną...

W naszej zachłanności często trzymamy mocno zaciśnięte obie garście, w których zazdrośnie strzeżemy swoich zasobów. Zapominając, że nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia (Łk 12,15). Stres, lęk, panika, finansowe obawy związane są z gromadzeniem. Dzisiejszy świat ze swoim "więcej oznacza lepiej" przypomina ludzi obłąkanych, goniących za wiatrem. 

Wypuszczając z jednej ręki nasze bogactwa, uwalniając dłoń, odzyskujemy "sprawność", "funkcjonalność" naszego życia. Stajemy się bardziej wolni. Z jednej strony po to, aby mniej pracować i móc zerwać piękny kwiat: odpoczywać, spędzać więcej czasu z rodziną, robić to, co sprawia nam radość; z drugiej, by mieć możliwość niesienia pomocy innym...

15 kwietnia 2017

Łatwo przeoczyć Święta

Łatwo przeoczyć Święta.
Zgubić ich istotę...

Wielkanoc to dla nas od dawna przede wszystkim Triduum Paschalne: udział w liturgii Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty. Cały "obrzędowy" wymiar świętowania, a więc to, co zaczyna się gdzieś rodzinnym śniadaniem wielkanocnym po niedzielnej Rezurekcji, to już tylko konsekwencja i jakby echo tajemnic, których mniej lub bardziej udolnie dotykaliśmy przez liturgiczne znaki w te trzy minione dni.

Jeżeli razem z Jezusem i Uczniami nie byliśmy w Wieczerniku, jeżeli nie staliśmy pod Krzyżem na Golgocie i jeżeli nie wsłuchiwaliśmy się ze świecą w ręku w przepiękne słowa Exsultetu, starożytnego orędzia paschalnego "o szczęśliwej winie, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!", istnieje spore ryzyko, że Święta staną się tylko kolejnym rodzinnym - niedzielnym lub poniedziałkowym - spotkaniem wokół suto zastawionego stołu. Może całkiem miłym, może niekiedy męczącym, ale w istocie czasem, który nie wniesie w nasze życie specjalnie niczego nowego. 

Święta, święta i po świętach?...

8 kwietnia 2017

Zburzcie tę świątynię...

Zewsząd możemy usłyszeć reklamy: wielkanocne zajączki, kolorowe pisanki, baranki, palemki (made in China?), przedświąteczne zakupy. Czemu nie połączyć przygotowań z wiosennymi porządkami, kupnem zasłon, a może  nowego grilla w okazyjnej cenie? To najlepszy czas, żeby zupełnie zatracić sens tego, do czego przygotowywaliśmy się przez ostatnie 40 dni Wielkiego Postu. 

Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! 

Nie róbmy z naszych domów targowiska. Postarajmy się wyciszyć, zatrzymać na tej ostatniej prostej. Bądźmy jak uczniowie z Jezusem. Dzielmy z Nim te ostatnie chwile. Niecha źródłem radości tych Świąt nie będzie tylko suto zastawiony stół, udany sernik czy pieczeń. 

Zburzcie tę świątynię, a w trzy dni ją odbuduję... On jednak mówił o świątyni swego ciała.
Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?

Są tacy, którzy chcieliby zburzyć, a przynajmniej zbezcześcić, świątynię, którą jesteś. Sprawić, byś najlepiej do niej nie wchodził, żyjąc tym co na zewnątrz, zadowalając się tanią tandetą. Jest jednak Baranek: Ten, który odbudował świątynię swojego ciała w trzy dni. Mamy okazję przeżyć to ponownie w czasie najbliższego tygodnia.

Naszym przewodnikiem może być św. Jan Chryzostom. Jego katechezę chrzcielną czytamy w Liturgii Godzin Wielkiego Piątku. To mocne i piękne słowa o tym, że jesteśmy świątynią, a Krew Baranka skrapia odrzwia naszych domów, chroniąc je przed zepsuciem:

 Mojżesz poleca: "Zabijcie baranka i jego krwią pokropcie próg i odrzwia waszych domów". Co mówisz, Mojżeszu? Czyż krew nierozumnego zwierzęcia może ocalić człowieka, istotę rozumną? Owszem, może, lecz nie dlatego, że jest to krew, ale dlatego, że jest ona obrazem krwi Zbawiciela. Dlatego też obecnie prędzej ucieka nieprzyjaciel, gdy ujrzy już nie odrzwia skropione krwią, która była tylko obrazem, lecz rozjaśnione krwią prawdy usta wiernych - odrzwia świątyni poświęconej Chrystusowi. 
Chcesz poznać jeszcze inną moc tej krwi? Przypatrzmy się, skąd zaczęła płynąć - i z jakiego wytrysnęła źródła. Wypłynęła ona z samego krzyża i wzięła początek z boku Zbawiciela. Czytamy bowiem w Ewangelii, że po śmierci Jezusa, gdy On jeszcze wisiał na krzyżu, jeden z żołnierzy zbliżył się, włócznią przebił Mu bok, i natychmiast wypłynęła krew i woda. Woda była obrazem chrztu, a krew Eucharystii. Żołnierz więc przebił Mu bok i otworzył wejście do świątyni, a ja tam znalazłem cudowny skarb, i cieszę się ze wspaniałych bogactw. To więc się stało z Barankiem: Żydzi Go zabili, a ja zebrałem owoc ofiary. 
"Z przebitego boku wypłynęła krew i woda". Nie chcę, abyś, słuchaczu, przechodził obojętnie wobec tak wielkich tajemnic, zostaje bowiem jeszcze inny i tajemny sens. Powiedziałem już, że woda i krew są obrazem chrztu i Eucharystii. Z tych dwóch sakramentów bierze swój początek Kościół "przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym", to znaczy przez chrzest i Eucharystię, które wywodzą się z boku Zbawiciela. Kościół więc powstał z boku Chrystusa, podobnie jak z boku Adama wyszła jego małżonka, Ewa. 
Dlatego świadczy o tym św. Paweł, kiedy mówi: "Jesteśmy z Jego ciała i z Jego kości" - a ma on tu na myśli bok Chrystusa. Albowiem jak z boku Adama Bóg stworzył kobietę, tak też Chrystus dał nam ze swego boku wodę i krew, z których utworzył Kościół. I tak jak Bóg wyprowadził Ewę z głęboko uśpionego Adama, tak też Chrystus po śmierci dał nam wodę i krew. 
Widzicie więc, jak Chrystus połączył się z oblubienicą, widzicie, jakim żywi nas pokarmem. Dzięki temu samemu pokarmowi rodzimy się i żywimy. Jak matka powodowana naturalną miłością do dziecka, spieszy, by je nakarmić własnym mlekiem i krwią, tak Chrystus poi swoją krwią tych, których odrodził.


Słowa św. Jana Chryzostoma wiele lat temu skłoniły mnie do napisania pieśni, którą wykonała Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej. Życzę Wam i sobie, byśmy z odwagą weszli przez Bramę, którą otworzy w swoim boku Chrystus, aby zanurzyć się w Jego pokoju i ciszy, których tak nam brakuje. 





Przybądź Płomieniu, niech węgle naszych serc
Rozpali ogień miłości Twej
Zjednocz nas w Krzyżu, on bramą Pana jest
Przez nią wejdziemy, by życie mieć

Wejdźmy do świątyni jego ciała
- przez przebity bok
W niej dziedzictwo nasze: skarb wody i krwi
- obmyjmy się w nich
Ta brama jest tak wąska, że aby przejść
- trzeba dzieckiem być
I stracić swoje życie
- by znaleźć je

Na Krzyżu z Jego cierpienia, z Jego Pragnę
- narodził Kościół się
Zostawił nam swoje ciało, abyśmy trwali w Nim
- uwielbiajmy Je
Chleba okruch i kropla wina, to tak niewiele
- a starczy na pokarm dusz
Usta moje Krwią skropione
- Świątyni drzwi


27 lutego 2017

Modlitwa kilku słów

"Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi...

Minimalizm w ilości używanych na modlitwie słów: "Panie, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!" 
Zawiera się w nich wszystko, co najważniejsze. Cała prawda o mnie i o Bogu...

Czy nie jest bowiem tak, że Bóg zna wszystkie nasze potrzeby, problemy, którymi żyjemy? "Wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie.Odpowiedzią zaś i zaspokojeniem wszystkich naszych potrzeb jest tak naprawdę On sam. 

W naszych przegadanych modlitwach odgradzamy się od Boga murem ze słów. Z kolei trudno trwać przed Nim na modlitwie w słownej próżni. 

"Ja śpię, lecz serce me czuwa" - mówi Oblubienica w Pieśni nad pieśniami. W modlitwie Jezusowej wchodzimy w ciszę, pozbywamy się wewnętrznego hałasu i zamętu, wyzwalamy się z troski o siebie oraz ze swoich krasomówczych i intelektualnych ambicji.

Warto spróbować.