Przejdź do głównej zawartości

Zbytnie troski

Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy (Mt 6, 25-34).

Horyzont dnia dzisiejszego wydaje się rzeczywistością stworzoną na naszą miarę. Stąd wezwanie do tego, aby nie wybiegać zanadto w przyszłość - tą daleką, ale i tą całkiem bliską: dzień jutrzejszy. Trudno inaczej skupić się na tym, co aktualne. (O znaczeniu "dzisiaj" w modlitwie Ojcze nasz pisałem tutaj).

Chodzi nie o to, aby nie troszczyć się w ogóle, ale by nie troszczyć się "zbytnio" o zaspokojenie naszych podstawowych potrzeb: jedzenia, picia, odzieży. Uwalniający od tej przesadnej troski ma być kontekst zaufania w dobroć i opiekę Boga, który wie, czego potrzebujmy.

Nadmierne troszczenie się jest działaniem tyleż bezproduktywnym (Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?), co szkodliwym. Na równi z ułudą bogactwa, zbytnie troski uniemożliwiają wydanie duchowego plonu: Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne (Mt 13,1-23). Przesadna troska potrafi całkowicie zawładnąć naszą uwagą, zagłuszyć Boży szept, skutecznie odwracając uwagę od spraw zasadniczych, a także od potencjalnych rozwiązań.

Ważna jest również hierarchia naszych zabiegów o codzienność, tak często zaburzona. Jezus nie mówi starajcie się o wasze potrzeby, a potem - jak będziecie mieli trochę czasu - o królestwo. Mówi: Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie chodzi o to, że nasze potrzeby nie są ważne, ale o to, aby w codziennym zaaferowaniu sprawami tego świata nie zapominać o pierwszeństwie sprawach duchowych.

Minimalizm to m.in. sztuka wprowadzania ładu w nasz sposób myślenia, porządkowania uczuć, pozbywania się nie tylko rzeczy materialnych, ale także emocjonalnego balastu, który jakże często zatruwa naszą codzienność i odpowiada za "życie utrudnione".

Nadmierna troska o przyszłość rozprasza siły i paraliżuje nasze działanie w teraźniejszości. Chodzi zaś o to, aby podejmować z ufnością to, co przynosi dany dzień. Św. Ignacy Loyola mówi: Tak Bogu ufaj, jakby wszystko od Niego zależało, a nic od ciebie. I tak się wysilaj, jakby wszystko od ciebie zależało, a nic od Boga. Ważne, by podejmować codzienne wysiłki bez popadania w bezproduktywny lęk o przyszłość, w perspektywie zaufania Bogu...

Komentarze

  1. Seneka: "Jakże głupio jest układać sobie całe życie nie bedąc panem nawet dnia jutrzejszego".
    A tak mi się jakoś skojarzyło :)
    Roman

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

UWAGA: Komentarze są moderowane, więc na ich pojawienie się trzeba czasem poczekać :) Mile widziany PODPIS pod komentarzem. Nie publikuję wypowiedzi zawierających LINKI REKLAMOWE. Ani takich, które nie licują z tematyką bloga.

Popularne posty z tego bloga

Umiarkowanie w działaniu

Czy masz czas na odpoczynek, regenerację, oddech?
Bada się poziom zadowolenia konsumenta, wysokość wskaźnika PKB, a kiedy ostatnio zmierzyłeś swój poziom zadowolenia z życia? Jaki jest twój wskaźnik szczęśliwości, poczucia sensu i spełnienia w tym, czemu się oddajesz?

Jakość naszego życia mierzona jest nie stanem konta i poziomem dobrobytu, lecz stanem naszych relacji z najbliższymi. Nie sukcesem zawodowym i uznaniem (nierzadko jedynie we własnych oczach), lecz uwagą i czasem, jakie jesteśmy w stanie ofiarować naszym dzieciom/żonie/mężowi. Czy są z nami szczęśliwi?

Czy jeszcze potrafisz przesiedzieć ze sobą w milczeniu piętnaście minut? Bez telefonu na podorędziu, bez zastanawiania się, co jeszcze zrobić?
Kiedy ostatnio patrzyłeś w niebo lub gwiazdy?
Kiedy ostatnio rzeczywiście się modliłeś?

Wszystkie te pytania - i ewentualne odpowiedzi - domagają się przestrzeni niedziałania. Przeniesienia punktu ciężkości naszych wypełnionych kalendarzy w białe pola między zapisanymi wierszami. Po…

Betania

Miejsce szczególne.

Jezus mówił o sobie, że nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Na codzień niezrozumiany, odrzucony przez tych, wśród których dorastał, lub rozchwytywany przez tych, którzy ciągle czegoś od Niego oczekiwali, w domu Łazarza, Marii i Marty mógł znaleźć wytchnienie i odpoczynek.

Lubił tam wracać. Pragmatyczna i gospodarna Marta krzątająca się po kuchni, młodziutka i roztrzepana Maria, która na widok ukochanego Mistrze rzuca obowiązki i zasłuchana siada u Jego stóp.

Miejsce ludzkich emocji Jezusa, Jego płaczu. "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł".
Miejsce jednego z największych cudów...

Wyobrażam je sobie jako dom prosty, gościnny, w którym panuje ład i porządek, ale także atmosfera życzliwości. Miejsce zwyczajne, jakich wiele, ale z drugiej strony jakoś szczególne, skoro wybrane przez Jezusa na przystań.

Chciałbym, aby mój dom był Betanią. Odtworzyć atmosferę tamtego miejsca. Pogodzić pracę, obowiązki z czasem na słuchanie słów Mistrza. Dać Jez…

Potrzeba czegoś fundamentalnego

Poniżej cytat z książki "Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy" Michaela D. O'Briena (której lekturę gorąco polecam):

Może w każdym człowieku brakuje czegoś fundamentalnego. Masa ludzi przenosi się ze wsi do miast, a młodzież miejska ucieka na wieś. Kobiety chcą być mężczyznami, a mężczyźni upodabniają się do kobiet. Każdy chce naśladować boskość, w desperacji pragnąc uciec od bycia stworzeniem. Młodzi ludzie na Zachodzie zwracają się w kierunku Wschodu, ci ze Wschodu pragną kapitalizmu. Zakonnicy uciekają z klasztorów, żonaci szukają pustelni. Liberałowie poszukują demitologizacji Pisma Świętego, aby odejść od biblijnej wiary, a fundamentaliści próbują wypełnić puste miejsca w ich religii przez powrót do Starego Testamentu, uciekając od obowiązku intelektualnego wyjaśnienia wiary. Czy obietnicę można zawsze znaleźć gdzieś daleko poza horyzontem? Skąd ta ciągła potrzeba znaków, cudów, nowych słupów ognia, ark przymierza, tablic z przykazaniami - tego wszystkiego, a nie mocnej,…

Radujcie się!

Mijam w drodze do pracy reklamę z austriackim kurortem narciarskim podpisaną "Warto cieszyć się życiem". Słuszna uwaga. Jak dobrze, że nie muszę w tym celu nigdzie wyjeżdżać! Radość życia czerpię, jak energię z odnawialnego źródła, od  Tego, który mieszka w moim wnętrzu: A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją (Ne 8,10).

Orędownikiem radości był św. Paweł, który mówił o sobie: Pełen jestem pociechy, opływam w radość w każdym ucisku (2 Kor 7,4). Ostatnio w Psalmie 27 odkryłem słowa: Złożę w Jego przybytku ofiary radości. Ciekawe, radość może być ofiarą. Łatwiej to zrozumieć w kontekście słów św. Pawła w Liście do Filipian: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! (Flp 4,4). Zawsze, to znaczy kiedy?

Myślę o pięciu sytuacjach, kiedy możemy pielęgnować w sobie tą mniej oczywistą radość:

Radość w szarości zwykłego dnia (o co w listopadowej aurze nietrudno).

Radość z małych rzeczy (a tych nam nigdy nie zabraknie). Matka Teresa powied…