Przenosić górę

"Gdybyście mieli wiarę tak małą jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście górze, żeby się przesunęła i to się stanie” (por. Mt 17, 20).

Codziennie uczę się przesuwać górę.

O jaką górę chodzi zrozumiałem dzięki książce Bernarda Frugi "Isrikuz. Pogodne przywództwo.":

Na medytacji prowadzonej przez benedyktyńskiego mnicha bohater książki zobaczył baner "wiara góry przenosi". Zakonnik zapytał czy wiedzą, o co chodzi z wiarą, która przenosi góry. "Wiecie, co jest największą przeszkodą? Co jest zawalidrogą naszego rozwoju? Blokadą dobrych pomysłów? Tą górą, która stoi na naszej drodze, jest nasze ego. Dopiero jak usuniesz ego ze swojej drogi, pójdziesz do przodu. To nie jest łatwe. Ego domaga się dopieszczania. Zwraca na siebie uwagę i podpowiada, co masz robić. Trudno się z nim uporać. Jest na nie sposób: wiara góry przenosi." Jeśli ćwiczysz ducha, to Twoje ego coraz mniej przeszkadza i masz czysty umysł, by wymyślać rozwiązania i podejmować decyzje.

Przygotujcie drogę Panu, Dla Niego prostujcie ścieżki! wołał Jan Chrzciciel.

Jakoś te dwa fragmenty Pisma ze sobą współgrają. Bo czy naszych ścieżek nie gmatwa właśnie ta góra naszego ego, którą musimy nieustannie obchodzić, kręcąc się w kółko za swoimi pragnieniami jak pies za ogonem?

Współczesny świat karmi nasze ego i rozdyma je do niebotycznych rozmiarów. Zasługujesz na wszystko, możesz wszystko, realizuj siebie. Łatwe prawo rozwodowe usunęło potrzebę pracy nad własnymi związkami; łatwe kredyty usunęły potrzebę finansowej samokontroli; łatwa rozrywka usunęła potrzebę uczenia się, jak organizować rozrywkę dla samego siebie; łatwe odpowiedzi usunęły potrzebę zadawania pytań...

Dla zmęczonych obchodzeniem gór własnego ego, Jezus formułuje zaproszenie: uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

O co chodzi w upraszczaniu życia

Panie, moje serce się nie pyszni
i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie,
albo co przerasta moje siły. 
Przeciwnie: wprowadziłem ład
i spokój do mojej duszy...

Piękny psalm 131, który może być mottem chrześcijańskiego minimalizmu.

Jakże trudno zaspokoić pragnienia człowieka dzisiaj. Gonimy za pewną wizją szczęścia, sukcesu, samorealizacji. Zwykłe, codzienne życie, bez fajerwerków, nie przynosi nam zadowolenia. Tymczasem to właśnie ono jest miejscem skrojonym na naszą miarę, o ile realizujemy plan Tego, który wybrał nas przed założeniem świata.

Oczekujemy niezwykłości, ale niezwykłość (wyjątkowość) naszego życia możemy pojąć i zrealizować tylko w perspektywie naszego powołania, które nie będzie zapożyczone z kolorowego magazynu lub reklamy, podyktowane prądem mody, lecz będzie subtelnym odkrywaniem Bożych przeznaczeń. Uproszczenie życia to coś więcej niż zredukowanie liczby naszych zajęć, uporządkowanie szafy, posprzątania biurka. Chodzi o stanie się takim, jakim chciałby nas widzieć Bóg.

Przestać gonić za tym, co wielkie i co przerasta nasze siły. Zamienić logikę zdobywcy i konsumenta na umiejętność mądrej rezygnacji, poprzestania na małym i niewyszukanym. Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne - nawołuje św. Paweł w liście do Rzymian. Mierzyć sukcesy dnia nie według tego, co zrobiłem, zdobyłem, osiągnąłem, jak świetnie się czuję, ale jak służyłem Bogu. To całkowita zmiana perspektywy owocująca odpoczynkiem od własnego nieustępliwego ego.



Na blogu Erem Maryi przeczytałem kiedyś dwa zdania ważne dla tego tematu:

Wola Boża jest jak najczystsze źródło. Gdy strumień naszych myśli i działań z niego wypływa, otrzymujemy gwarancję pełnej czystości i optymalnej użyteczności.

Na szczęście sens wszelkiego powołania polega na tym, że jest ono realizowane mocą, której Bóg udziela na drogę, do której zaprasza.

Życzenia!

Nasza tegoroczna szopka... Drodzy Czytelnicy Chrześcijańskiego minimalizmu . Za  nami piękny, mam nadzieję, okres  Adwentu... W tym ro...